niedziela, 24 sierpnia 2014

Stajnia Augiasza; opowiadanie #2: Wiosenne porządki

Dzisiejszej nocy spaliśmy w pokojach. On oszczędził nam spania w klatkach i od bardzo dawna nie prowadził rozgrywek przez całą noc. Wstałam o ósmej wyspana jak nigdy dotąd i powlokłam się do łazienki dla małych Yordlek. W tej dla ludzi zawsze biegają na wpół roznegliżowane panie i malują się albo kłócą o prysznic, który dla mnie i tak jest za wysoko.
W mojej łazience była tylko Poppy i Tristana. Przywitałam się z nimi, po czym umyłam twarz i zęby. Wróciłam do pokoju, a tam ubrałam się i uczesałam. Wzięłam Tibbersa pod pachę i gotowa zeszłam na dół na apel. O ósmej trzydzieści w holu głównym było niewiele osób, może z dwanaście, między innymi Yasuo i Xin Zhao oraz Karma. Do dziewiątej pojawili się prawie wszyscy, poza Jinx, która przyszła dziesięć minut po dziewiątej w piżamie w kolorowe misie i z różowym pluszakiem w kształcie kucyka pod pachą, zaspanym Dravenem z opaską na oczy podniesioną na czoło, Janną, która miała na głowie złotą burzę i dyżurną tego tygodnia Kayle.
     Do dziewiątej trzydzieści powstało niezłe zamieszanie, nad którym daremnie próbowali zapanować Ryze i Karthus. Wszyscy uspokoili się, kiedy w holu pojawiła się Kayle w pełnej zbroi, która była okopcona w kilku miejscach.
- A ty czemu z rańca jesteś w tym durszlaku na łbie? - spytał bezpardonowo Draven i przyjrzał się koleżance. - I cała w blachach?
- Dopiero z pola bitwy wróciłam – odparła Kayle, nie zwracając uwagi dotyczącej jej zbroi, co zabrzmiało mniej więcej: „ło ło s łała błabłam”
Draven zmrużył oczy i założył ręce na gołej piersi.
- Taaa? No co ty nie powiesz?
- No mówię, że (ło łółie łe…) – Kayle zauważyła, ze Draven jej nie odpuszcza i zaczyna głupkowato się uśmiechać. Domyśliła się o co chodzi i zdjęła „durszlak” z głowy” - Byłam na rozgrywce.
- Co ty gadasz? Przecież by nas obudzili – odezwała się Evelynn.
- To była zwykła gra na boty, bez punktów. Obudzono tylko mnie. Dlatego się spóźniłam, ale już naprawiam ten błąd.
Kayle wysunęła szufladę, a z niej wyjęła długopis i brązową podkładkę z przyczepionym do niej plikiem kartek.
- Zaczynamy nasz poranny apel. Jest godzina – zerknęła na wielki zegar – dziewiąta trzydzieści sześć. W czteroszeregu frontem do mnie, zbiórka!
Wszyscy ustawiliśmy się tak, jak Kayle kazała. Stałam w w czwórce z Amumu, Veigarem  i  nowym mieszkańcem – Gnarem. Jego uszy przeszkadzały mi w widzeniu, więc stanęłam z przodu. Okazało się, że jest nawet miły i jako jedyny dogaduje się z Amumu. Polubiłam go.
- Kolejno odlicz.
Nam przypadł numerek trzy, ale na jednym liczeniu nie mogło się skończyć, bo jakiś kretyn celowo pomylił kolejność. Zepchnięto go do tyłu i odliczyliśmy jeszcze raz.
- Dobrze, zatem jesteśmy wszyscy, całe siedemdziesiąt sztuk plus czterech rotacyjnych – zaznaczyła na kartce. - Do kuchni na śniadanie przydzielam Nidalee i Swaina, na obiad Lux, Ahri i Tarica, a na kolację Morganę i Gangplanka. Liczę na smaczne jedzenie, moi drodzy. Na podwieczorek dwa jabłka, a przydziałem zajmie się Teemo. Ponadto dzisiaj zarządzam generalne sprzątanie. Dzisiejsi kucharze zajmą się kuchnią, stołówką i spiżarnią. Pod koniec dnia będę sprawdzała wasze sypialnie, więc macie do obiadu posprzątać w swoich pokojach. Po obiedzie zajmiecie się wszystkimi pomieszczeniami i obiektami w Stajni. Salę treningową biorą Darius, Pantheon, Vi i Sejuani. Zbrojownią zajmą się Yasuo, Aatrox, Garen i Volibear. Na strzelnicy dzisiaj zamieszkają Graves, Caitlyn, Vayne i Miss Fortune. Warsztat jest dla Blitzcranka i Nautilusa, pokój magii dla Janny i Syndry, tylko dziewczyny – zwróciła się do sekcji magicznej – macie mi doszorować tą sadzę ze ścian po ostatnich eksperymentach Annie – Schowałam się za szlafrokiem Veigara - która zajmie się placem zabaw razem z Tristaną, Poppy i Gnarem. Wszystkie łazienki wyszorują do czysta Fizz, Amumu, Riven i Master Yi. Salon jest dla Katariny, Vladimira i Jaxa. Bawialnią zajmie się Sona i Shen, a pokojem gier Twisted Fate, Jayce i Elise. Pralnię wezmą Ashe i Karma. Ogród jest dla Zyry, Maokaia, Ryze'a i Akali. Basen zostaje dla Quinn, Nami i Mordekaisera. Sivir, Soraka, Anivia i Tresh zajmą się czyszczeniem rynien, a dach naprawią Karhus, Veigar i Wukong. Do stajni zapraszam Jarvana i Xin Zhao. Fiora i Leona poodkurzają i pozmywają podłogi, a Kennen, Mundo i Vel'Koz umyją wszystkie okna. Na strychu posprzątają Nasus i Twitch, albo nie, Gragas. Wybacz kolego, ale do piwnicy cię nie wyślę. Za to tam pójdzie właśnie Twitch, Mundo i Yorick. To chyba wszystko... A nie, latryny i toalety posprzątają Jinx i Ezreal w ramach ich kary za zamieszanie na stołówce…
- Ale wszystkie? - spytała Jinx z obrzydzeniem. - Nawet te dla Mundo i Yoricka?
- Owszem. Wszystkie to wszystkie – popatrzyła na zielone twarze ukaranych i lekko się uśmiechnęła. - Wszyscy mają przydzielone zadania?
Ręce podnieśli Lee Sin oraz bohaterowie rotacyjni, czyli Kog'Maw, Orianna, Zilean i Singed.
- Poprosiłabym naszych gości o posprzątanie sypialni dla bohaterów rotacyjnych, a  dla ciebie Lee Sin mam specjalne zadanie. Annie poprosiłabym ze sobą.
- Ale miałam sprzątać plac zabaw – zaprotestowałam.
- Zdążysz, zdążysz – Kayle machnęła dłonią. - Podejdź do mnie. Reszta niech idzie do swoich obowiązków. Szefami swoich sekcji są Darius, Graves, Zyra, Master Yi, Vel'Koz i Annie. Dla ekip dwu i trzyosobowych chyba nie ma sensu wytyczać szefów, prawda? Za ewentualne niedociągnięcia odpowiedzą wszyscy, zrozumiano? Rozejdźcie się do swoich sypialni. O dziesiątej… - znów spojrzała na zegar – trzydzieści ma być gotowe śniadanie. Obiad na czternastą trzydzieści. O dwunastej zaczynamy inspekcję pokoi razem z Leoną i Kennenem. Klatki zostawiam wam na jutro. To wszystko na dzisiejszym apelu, dziękuję.
Widziałam jak wszyscy ze skwaszonymi minami wrócili do swoich pokoi, a ja udałam się za Kayle do jej gabinetu dyżurnej. Weszłam za nią i usiadłam na krześle.
- Potrzebna mi na dzisiaj inteligentna i godna zaufania asystentka niskiego wzrostu.
- A co to za dziwne wymagania?
- Potrzebuję małej i zwinnej osoby, która będzie w stanie czmychnąć w razie czego pod łóżko. I nie przyszedł mi do głowy ktoś lepszy od ciebie.
- Zawsze zostaje Poppy i Tristana…
- Godne zaufania, Annie, godne zaufania, czyli takie, którym ja – wskazała siebie, a jej zbroja zabrzęczała – ufam. Dlatego mi pomożesz.
- Ale…
- Nie ma żadnego ale. Będziesz dziś pod moją opieką.
- To kiedy mam posprzątać pokój i zająć się placem zabaw?
- Swoje sypialnie zdążymy posprzątać, ufam ci, a tym bardziej ufam sobie pod tym względem, a placem zabaw jeszcze zdążysz się zająć. Będziesz mi potrzebna tylko na początku i na końcu pracy. W międzyczasie będziesz wolna. Przecież ja też będę pracować. W zbrojowni – odpowiedziała na moje niezadane jeszcze pytanie. - Chcesz coś jeszcze wiedzieć?
- Co przygotowałaś dla Lee Sina? Tylko on nie ma żadnego zadania.
Kayle jedynie się uśmiechnęła.

***

Po przepysznym śniadanku wróciłam do pokoju i względnie tam ogarnęłam. Zamiotłam kilka ciuchów pod łóżko, wytarłam starym gałgankiem kurze i zaścieliłam łóżko. Porządnie posprzątam jutro, dzisiaj miałam inne zmartwienia niż mój pokój.
O jedenastej pięćdziesiąt stawiłam się pod sypialnią Kayle. Kobieta wyszła do mnie i przywitała się sympatycznie. Kiedy zamykała drzwi, zauważyłam w jej sypialni pedantyczny wręcz ład i porządek. Przełknęłam ślinę i ruszyłam za dyżurną.
Inspekcja pokoi poszła całkiem spokojnie, poza paroma wyjątkami.
Poszłyśmy do pokoju Jinx. Otworzyła nam niezbyt chętnie, ale nas chociaż wpuściła. Ze ścian sterczały kołki i haczyki na bronie, które zabrała jej dwa tygodnie temu Lux, za łóżko robiła stara torpeda. Nie wiem skąd wytrzasnęła tak wielki pocisk, ale wiedziałam jedno: nie chciałabym czymś takim oberwać. Na podłodze leżała stara, wytarta wykładzina. Pachniało tam zapleśniałą kanapką i brudnymi skarpetami, ale po zwróceniu na to uwagi, dziewczyna oznajmiła, że już się wietrzy i stanęła przed szafą. Ja kontrolnie, nawet bez polecenia, dałam nura pod łóżko zawieszone na łańcuchach. Nawet czysto pomijając starego trampka, którego wyciągnęłam.
- No dobra – stwierdziła Kayle krytycznie. - Jak na ciebie, to nawet tu czysto – przejechała palcem po półce i roztarła kurz między nim a kciukiem. - Teraz zajrzymy do szafy.
Jinx przywarła do stalowej puszki plecami i ze strachem w oczach nie chciała się odsunąć. Trzymała się kurczowo krawędzi tak mocno, że aż pobielały jej knykcie na białej skórze.
- Jinx. Otwórz szafę.
- Nie chcesz tego.
- Właśnie, że chcę.
- Nie, nie chcesz…
- Otwieraj tą szafę! - Kayle nasrożyła się, a gdzieś w oddali strzelił piorun. W piękny, kwietniowy, bezchmurny dzień...
- Dobra! Jak se chcesz! - Jinx poddała się i odsunęła. Złapała za jedno skrzydło drzwi i stanęła najdalej jak tylko mogła. - Sama tego chciałaś.
Widziałam, że mówi poważnie. Zasłoniłam się rękami i skuliłam pod wielkim pociskiem. Dyżurna stała dumnie i czekała. Drzwi powoli otworzyły się, a stamtąd wyleciały na nas jakieś rakiety, pociski, kule i inne pociski do wszelakich broni dystansowych, a za nimi góra ubrań i rzeczy osobistych Jinx, nawet bandżo Sony, które zaginęło dwa miesiące temu.
Kayle wygrzebała się spod tej cuchnącej góry i łapczywie złapała kilka wdechów nawet świeżego powietrza. Była cała w sadzy i przesiąkła smrodem niepranych od miesięcy betów.
- Sama chciałaś...
- Posprzątaj to, ale już! - Wrzasnęła Kayle i wyleciała z pokoju zatrzaskując za sobą drzwi.
Ja jedynie uśmiechnęłam się i opuściłam sypialnię szajbuski.
U Ryze sytuacja wyglądała podobnie, tyle że kiedy otworzyłyśmy jakiś kufer, to zaatakowały nas nietoperze i wczepiły nam się we włosy.
W pokoju Zyry wszystko było porośnięte przez te piekielne ciernie. Zyra umiała nad nimi panować, a Kayle leciała tuż obok niej, więc one były zadowolone z tej wizyty i nawet sobie żartowały, a ja zostawałam w tyle i te gałęzie, które przed chwilą zostały odsunięte, trafiały mnie w twarz i haratały moją skórę, czasami bardzo dotkliwie. Kiedy stamtąd wyszłam, moje włosy wyglądały jak fryzura Heimardingera, a sukienka jakby wyszła spod szatkownicy. I po co mi to było? A mogłam sobie posprzątać swój pokoik, a po obiedzie zająć się placem zabaw i miałabym spokój. A tak to czekała mnie wycieczka krajoznawcza po całym pałacu.
Elise nawet nas nie wpuściła, bo wszystko miała pozlepiane pajęczynami, tłumacząc się „ciężkim okresem”. Od pokoju Karthusa zionęła dziwna aura, powodująca u nas ciarki. A w środku szkielety, jakieś części ciała zanurzone w formalinie, a najgorsza była mózgolampka, czyli lampka nocna zrobiona z wyprawionego, owczego mózgu zatkniętym na stalowym pręcie. O mało nie zwróciłam śniadania. U Yoricka jedna noga ugrzęzła mi w jakimś grobie, chyba trup złapał mnie za plecak i wpadłam do kurhanu, gdzie wylądowałam między trzema czaszkami, dwiema ludzkimi i jedną krowią. Piszczałam jak głupia, ale Kayle nic nie słyszała, bo słuchała Yoricka. W pokoju Tarica znalazłam jego ołtarzyk z półnagimi zdjęciami jakichś mężczyzn i fotografie Ezreala, który był na nich uwieczniony w różnych okolicznościach. Jadł jabłko, pił kawę w kawiarni, wychodził ze sklepu z zakupami, a nawet jak wycierał włosy ręcznikiem i mył gary na stołówce. To było obleśne. Zamknęłam pudełko i wsunęłam je głęboko pod łóżko. Kayle zameldowałam, że jest czysto.
Kiedy skończyliśmy inspekcję, udaliśmy się we czwórkę na stołówkę. Usiadłam na swoim miejscu i poczekałam, aż Sługusy i kucharz przyniosą mi obiad. Wszyscy przy stole popatrzyli na mnie, a ja otarłam cieknącą po moim policzku krew.
- Annie, co ci się stało? Wyglądasz, jakbyś wpadła do sokowirówki – stwierdził Kennen.
- Ładna fryzura – zauważył Twitch, wywołując na twarzy każdego duży uśmiech. Miałam ochotę go zastrzelić jakimś pociskiem Jinx.
- Inspekcja – stwierdziłam sucho i padłam na blat. Ahri postukała mnie palcem w głowę i podniosłam się. Postawiła przede mną skrzydło z kaczki w pomarańczach. Zaczęłam jeść. - Tristana - podjęłam po zaspokojeniu pierwszego głodu -  mogłabyś mnie zastąpić, kiedy mnie nie będzie na placu zabaw? Muszę iść z Kayle i koordynować prace zespołów, ale potem do was wrócę.
- No jasne, zastępco dyżurnego! - Zasalutowała mi. – Znajdź sobie niewolników od zasuwania za ciebie...
- Ty ciesz się, że Kayle nie wybrała na dzisiaj ciebie – przerwał jej Fizz - To najbardziej czepliwa dyżurna, jaką mogliśmy mieć. Zresztą widzisz, w jakim stanie jest Annie. Jak chcesz to się zamień, jak jesteś taka mądra.
- Jeden plus tego, że jest dyżurną, to fakt, że zostanie nią znów za rok – stwierdził Veigar i pochłonął swoją porcję.
- No tak, ale weź pod uwagę, że ktoś taki jak Draven czy Jinx nie zostaną dyżurnymi nigdy. A takich jednostek trochę jest – przyznał Teemo. - Dyżurnymi zostają jedynie najbardziej odpowiedzialni, a takich nie uświadczysz, w tym grajdole.
- No niech ci będzie – sprostował Veigar – za pół roku. To i tak kawał czasu. W tym tygodniu odwalimy z nią pańszczyznę i mamy spokój.
Zjedliśmy, a ja poszłam do holu głównego i poczekałam na moją dzisiejszą opiekunkę. Razem z nią udałyśmy się we wszystkie miejsca i powiedziałyśmy, czego od każdej ekipy wymagamy. Zajęcie mordujące, ale konieczne, bo niektórzy by nawet nie wiedzieli w co ręce włożyć. Ostatnie miejsce, które odwiedziłyśmy, to był salon. W zasadzie to była spora biblioteka połączona z kącikiem, w którym mógł każdy wypocząć. Katarina, Vladimir i Jax ustawiali meble i poprawiali książki. Kiedy nas zauważyli, zatrzymali się i poczekali na to, co powiemy.
- Macie powycierać kurze ze wszystkich półek i stolików, pomyjecie  i pocerujecie kanapy, jeśli są podarte, umyjecie witryny i ponaprawiacie zepsute egzemplarze książek. Lee Sin?
Mężczyzna siedział w kącie na oparciu fotela. Usłyszawszy swoje imię, zeskoczył zwinnie i podszedł do Kayle. Spojrzał gdzieś ponad jej głową.
- Słucham.
- Jestem tu – powiedziała i poczekała, aż zareaguje. Tym razem spojrzał za bardzo w bok. - Nieważne. Ty, mój drogi, wyszorujesz komin, a wy macie mu pomóc – wskazała na ekipę salonową. - W końcu kominek jest w salonie.
- Ale dlaczego ja? - spytał Lee Sin z wyrzutem.
- Bo w kominie jest na tyle ciemno, że i tak nikt by nic nie zobaczył, dookoła tylko ciemności. Dlatego uznałam, że to idealne zadanie dla ciebie – ręki sobie nie dam uciąć, ale chyba się uśmiechnęła. Złośliwie. - Poza tym nikt nie ma na tyle wyczulonego zmysłu słuchu i dotyku.
- Jasne - odparł zgryźliwie.
Odwrócił się i mamrocząc pod nosem coś o wyzysku kalekich i poszedł po sprzęt do czyszczenia sadzy, który był w pokoju magii.
Ja poszłam na plac zabaw i zabraliśmy się za pracę. W piaskownicy Gnar zasypał wszystkie dołki, Tristana i Amumu umyli domki i zjeżdżalnie, a ja naoliwiłam huśtawki. Wszelkie zabawki wrzuciliśmy do wiklinowego kosza i przykryliśmy je kocem. Wyczyściliśmy skałkę wspinaczkową i sprawdziliśmy liny oraz uprzęże, wymieniliśmy zepsute bloczki na nowe, naciągnęliśmy trampoliny, poprawiliśmy naciąg zjazdu linowego ciągnącego się przez cały ogród, dziesięć metrów nad ziemią i pomalowaliśmy wyblakłe elementy atrakcji. Urobiliśmy się po łokcie, ale efekt wart był trudu.
I chyba byliśmy nielicznymi, którzy sprawdzili się w swoim zadaniu.
Około osiemnastej poszłyśmy z dyżurną na inspekcję. W zbrojowni i sali treningowej wszystko błyszczało, było ślicznie wysprzątane, wymyte i pachnące. Sprzęty i bronie odrestaurowane, naprawione i gotowe do użytku, tarcze na strzelnicy wymienione, wszelkie pistolety, karabiny i inne bronie dalekodystansowe były na swoich miejscach, naboje, strzały i inne pociski w jednym miejscu. Po prostu ideał. Obydwie ekipy dały z siebie wszystko, za co byłam im wdzięczna.
Kuchnia i stołówka też wyglądały całkiem nieźle. Ściany i podłogi umyte, naczynia i garnki pozmywane, zapasy uporządkowane pod względem kategorii i wielkości, fartuchy wisiały w jednym miejscu. W łazienkach porządek był podobny, wszystko pomyte i na swoim miejscu. Ogród  piękny, istny raj na ziemi. Przystrzyżone trawniki, wypielone grządki, zasadzone nowe kwiaty na wiosnę, odmalowana altanka i wstawili nawet kilka foteli. Basen też został dokładnie wyszorowany i odchwaszczony, a ścianki pomalowano na śliczny, błękitny kolor. W pralni też było jako tako porządnie, było kilka minusów takich jak niepowycieranie szkiełka w pralkach i porozsypywany proszek, ale to nic w porównaniu do innych miejsc.
W stajni panował ogólny chaos. Mordekaiser, który nie wiadomo skąd się tam wziął, ganiał konie, które powybiegały z zagród, dzik Sejuani nażarł się szaleju i tarzał w błocie jak mały prosiaczek, Xin Zhao i Jarvan bawili się w rolników i biegali dookoła z widłami w samych konopnych koszulach i lnianych spodniach, śmierdziało tam końskim łajnem i sama wlazłam w jeden z placków. Z Kayle zarządziłyśmy taktyczny odwrót.
Kiedy wpadłyśmy do pokoju gier, Twisted Fate pokazywał sztuczki karciane, Elise utkała sobie wygodną pajęczą nić, w której słodko drzemała, a Jayce palił cygaro, jedno za drugim.
- A co się tu do jasnej… - Dyżurna roztarła czoło palcami. - Co wy tu robicie? Dlaczego jest tu taki syf? I dlaczego nie sprzątacie? I Elise, przestań wypuszczać te nici!
- Spokojnie, wszystko będzie okay, zaraz się weźmiemy za sprzątanie. Mamy małą przerwę. - odparł karciany oszust.
- Małą?! Od trzech godzin siedzicie na tyłkach i nic nie robicie!
- Ilu? - spytał Jayce, nie dowierzając – To już ta godzina? Dobra, zbieramy się i sprzątamy! - Zerwał się i zgarnął ekipę do swoich obowiązków. Kayle, zadowolona z siebie, że potrafi zaprowadzić dyscyplinę, rzuciła głośne i donośne „No!” i wyleciała z pomieszczenia.
Twisted Fate przestał polerować bilę i spojrzał na Jayce'a i Elise.
- Ej, wy na serio macie zamiar tu posprzątać?
- Chyba cię pojebało, kolego – odparł Jayce i znów rozsiadł się w fotelu.
- No ja liczę – powiedziała Elise i utkała sobie nową sieć.
Jayce spojrzał na mnie.
- Nie wydasz nas, prawda Annie?
Jedynie westchnęłam i zanim wyszłam, wszyscy wrócili do swoich starych zajęć.
Myślałam, że Kayle to jedna z najbardziej odpowiedzialnych osób tutaj, ale pomyliłam się, kiedy do czyszczenia zabłoconych i porośniętych mchem starych rynien przydzieliła trzy kobiety i nieumarłego ducha. Anivia, zobaczywszy cały ten brud, zmieniła się w kryształowe jajo, Sivir i Soraka nawet nie tknęłyby rynien, gdyby nie Tresh. Wleciał na dach i przyciągnął je łańcuchami, ale Soraka nie umiała utrzymać równowagi na pochylni i zjechała tyłkiem po dachówkach, po czym rozpaczliwie złapała się chyba najstarszej i najbardziej zardzewiałej rynny. Zanim ktokolwiek zareagował, oderwała połowę rynny od dachu i dyndała na niej, dopóki Anivia jej stamtąd nie zabrała. Sivir jako jedyna istota materialna na dachu zajmująca się czyszczeniem rynien, wpadła na genialny pomysł, aby potraktować je myjką ciśnieniową. Jak ją podłączyły i puściły strumień na najsilniejszy, to zerwały część dachówek i poszycia, a Soraka to sobie nawet polatała na ciśnieniu wody, razem z jej nieumarłym towarzyszami. My pojawiłyśmy się akurat wtedy, gdy druga rynna leciała na dół.
- Nie, Kayle, zostaw, nie warto… - złapałam ją za rękaw koszuli, gdy zauważyłam, że przygotowała się do lotu, a jej twarz ściągnęła się w grymasie gniewu. - Nerwów sobie nie psuj…
- Zostaw mnie smarkaczu! - szarpnęła ręką i wzbiła się w górę. Anivia zabrała Sorakę, a Tresh Sivir i gdzieś odlecieli. Nie dziwię im się, sama bym uciekała. Kayle zapłonęła żywym ogniem, po czym zgasła tylko po to, by znów zapłonąć, zobaczywszy szkody wyrządzone przez ekipę myjącą okna.
Vel'Koz machając swoimi... odnóżami wybijał wszystkie szyby dookoła, wtórował mu Mundo, który nie umiał wyważyć swojej siły. Kennen łaził za nimi i zbierał kawałki szkieł, ciężko wzdychając. Takim sposobem  w ciągu trzech godzin umyli sześć szyb i wybili siedemnaście. Fajny bilans, nie ma co.
Kayle przestała poruszać skrzydłami i wolno spadała, lecąc wprost na grządkę Zyry. Przy lądowaniu troszkę się pocięła. I dobrze jej tak, niech wie, co przechodziłam w pokoju królowej cierni. Wstała, przeprosiła kobietę za zniszczenie owoców jej pracy i podeszła do mnie z załamaną miną.
- Powiedz mi, że sprawdziłyśmy już wszystko – poprosiła z nadzieją.
- Chyba tak... Bo w warsztacie i pokoju magii byłam sama, kiedy zajmowałaś się zbrojownią i tam było naprawdę dobrze – wcale nie – a resztę widziałaś…
I jak na złość usłyszałyśmy piszczącą Jinx i odgłosy wymiotowania.
- Toalety i latryny – stwierdziłam smutno i zwiesiłam głowę między ramiona. Popatrzyłam na załamanego anioła. - Pójdę tam sama. Idź do pokoju, albo do kuchni, zrób sobie herbatę, albo nie, meliskę, weź kilka tabletek na uspokojenie…
- Nie, dam radę - wyprostowała się i z hardą miną poszła na tył domu do latryn.
Ezreal wymiotował właśnie do wielkiego dołu przeznaczonego dla Mundo, a Jinx stała z wielką szczotą i zwracając pod siebie, szorowała latrynę stworzoną dla Yoricka.
 Smród był piekielny. Uryna niesprzątana od kilku tygodni, żółć wylewająca się z dwójki sprzątających, zapach krwi z wrzodów i hemoroidów, a wszystko dookoła było zarzygane i nie wyglądało najciekawiej. Kayle dołączyła do Ezreala, a ja szybko wycofałam się stamtąd, by nie skończyć jak oni.
Kayle z płaczem zamknęła się w swoim pokoju, a ja poszłam na strych po swoje stare zabawki. Pomyślałam, że przyniosę jej jakiegoś mojego starego pluszaka, poprzytula go… albo rozerwie na strzępy i będzie dobrze.
Tymczasem wchodząc po schodach, usłyszałam jakieś śpiewy i krzyki.
- I jeszcze jeden i jeszcze raz… - wyli bełkotliwym chórem na pewno Gragas i Nasus.
Podniosłam klapę prowadzącą na poddasze...
I jak zionęło alkoholem, to myślałam, że spadnę z drabiny i będą mnie składać jak puzzle. Bałam się zajrzeć do środka, dlatego tylko słuchałam.
- Sto lat, stooo lat…
- Ej, stary – zawołał nagle Nasus – Ale kto ma urodziny?
- A czy to ważne? - odpowiedział mu Twitch. Chyba był na skraju przytomności. - Ktoś ma dzisiaj y-mmeniny!
- Ale kto? - Zapytał Singed. On?! O bogowie...
- Zajrzyj se do kalendarza to si dowisz!
Szóstka mężczyzn gruchnęła wielkim śmiechem, a ja odurzona oparami alkoholu zeszłam z drabinki i… padłam na twarz…

***

- Toż to istna kpina! - Ryczała Kayle na specjalnym, wieczornym apelu, płonąc ogniem. - Czy widzieliście, co żeście narobili? Poza kilkoma ekipami, takimi jak zbrojownia, strzelnica, ogród z basenem i plac zabaw oraz stołówka, to tu powstał jeden wielki burdel! Lee Sin utknął w kominie i do tej pory wyciągają go stamtąd Darius i Akali, ekipa sprzątająca rynny jeszcze nie wróciła, ci od dachu do tej pory naprawiają szkody, które wyrządzili, a jest dwudziesta druga trzydzieści! W warsztacie wrze, pokój magii zmienił kolory ścian na czarne, bo przecież żadna z was, kretynki – popatrzyła na Syndrę i Jannę – nie pomyślała, aby wymienić worek w odkurzaczu i wziąć nowe szczoty do mycia! W salonie dopiero ugaszono pożar, pokój gier wygląda jak siedlisko pająków palaczy, wesolutka Sona z Shenem do tej pory śpią w bawialni po wypróbowaniu białego proszku zza kanapy. Konie ze stajni jeszcze się nie odnalazły, Sejuani musiała wezwać posiłki z sąsiedniej Stajni, by ujarzmić to wielkie, włochate bydle, bo dwunastu chłopa nie mogło do niego podejść, a Gragas, Nasus, Yorick, Twitch, Mundo i nasz gość Singed są ledwie przytomni. Nie wspominając o latrynach… - na samo wspomnienie ja, Jinx, Ezreal  i sama Kayle pozielenieliśmy. - Chociaż to jestem w stanie wam wybaczyć. I co wy wszyscy macie mi do powiedzenia?!

Rzecz jasna nikt się nie odezwał. Ekipy, które spisały się na medal, z ulgą mogły wrócić do siebie. Reszta musiała kolejnego dnia posprzątać jeszcze raz i doprowadzić do porządku wszystkie klatki, a ci, którzy podpadli najbardziej, czyli między innymi Sona, Shen i ci od piwnicy i strychu, mieli zająć się latrynami…

***

Oto kolejne, przez niektórych wyczekiwane, opowiadanie z serii "Stajnia Augiasza". Uwaga: w opowiastce zawarta jest mała wskazówka dotycząca kolejnego, które ukaże się już we wtorek! Szukajcie, a znajdziecie, jak mawiają.
Pozdrawiam
Erviel

1 komentarz:

  1. jutro kolejna część? jeśli tak to super najlepsze opowiadania jakie w życiu czytałam ;)

    OdpowiedzUsuń