Dzisiejszej nocy spaliśmy w pokojach. On
oszczędził nam spania w klatkach i od bardzo dawna nie prowadził rozgrywek
przez całą noc. Wstałam o ósmej wyspana jak nigdy dotąd i powlokłam się do
łazienki dla małych Yordlek. W tej dla ludzi zawsze biegają
na wpół roznegliżowane panie i malują się albo kłócą o prysznic, który dla mnie
i tak jest za wysoko.
W mojej łazience była tylko Poppy i
Tristana. Przywitałam się z nimi, po czym umyłam twarz i zęby. Wróciłam do
pokoju, a tam ubrałam się i uczesałam. Wzięłam Tibbersa pod pachę i gotowa
zeszłam na dół na apel. O ósmej trzydzieści w holu głównym było niewiele osób,
może z dwanaście, między innymi Yasuo i Xin Zhao oraz Karma. Do dziewiątej
pojawili się prawie wszyscy, poza Jinx, która przyszła dziesięć minut po dziewiątej
w piżamie w kolorowe misie i z różowym pluszakiem w kształcie kucyka pod pachą,
zaspanym Dravenem z opaską na oczy podniesioną na czoło, Janną, która miała na
głowie złotą burzę i dyżurną tego tygodnia Kayle.
- A ty czemu z rańca jesteś w tym
durszlaku na łbie? - spytał bezpardonowo Draven i przyjrzał się koleżance. - I
cała w blachach?
- Dopiero z pola bitwy wróciłam –
odparła Kayle, nie zwracając uwagi dotyczącej jej zbroi, co zabrzmiało mniej
więcej: „ło ło s łała błabłam”
Draven zmrużył oczy i założył ręce na
gołej piersi.
- Taaa? No co ty nie powiesz?
- No mówię, że (ło łółie łe…) – Kayle
zauważyła, ze Draven jej nie odpuszcza i zaczyna głupkowato się uśmiechać.
Domyśliła się o co chodzi i zdjęła „durszlak” z głowy” - Byłam na rozgrywce.
- Co ty gadasz? Przecież by nas obudzili
– odezwała się Evelynn.
- To była zwykła gra na boty, bez
punktów. Obudzono tylko mnie. Dlatego się spóźniłam, ale już naprawiam ten
błąd.
Kayle wysunęła szufladę, a z niej wyjęła
długopis i brązową podkładkę z przyczepionym do niej plikiem kartek.
- Zaczynamy nasz poranny apel. Jest
godzina – zerknęła na wielki zegar – dziewiąta trzydzieści sześć. W czteroszeregu frontem do mnie, zbiórka!
Wszyscy ustawiliśmy się tak, jak Kayle
kazała. Stałam w w czwórce z Amumu, Veigarem
i nowym mieszkańcem – Gnarem. Jego
uszy przeszkadzały mi w widzeniu, więc stanęłam z przodu. Okazało się, że jest
nawet miły i jako jedyny dogaduje się z Amumu. Polubiłam go.
- Kolejno odlicz.
Nam przypadł numerek trzy, ale na jednym
liczeniu nie mogło się skończyć, bo jakiś kretyn celowo pomylił kolejność.
Zepchnięto go do tyłu i odliczyliśmy jeszcze raz.
- Dobrze, zatem jesteśmy wszyscy, całe
siedemdziesiąt sztuk plus czterech rotacyjnych – zaznaczyła na kartce. - Do
kuchni na śniadanie przydzielam Nidalee i Swaina, na obiad Lux, Ahri i Tarica,
a na kolację Morganę i Gangplanka. Liczę na smaczne jedzenie, moi drodzy. Na
podwieczorek dwa jabłka, a przydziałem zajmie się Teemo. Ponadto dzisiaj
zarządzam generalne sprzątanie. Dzisiejsi kucharze zajmą się kuchnią, stołówką
i spiżarnią. Pod koniec dnia będę sprawdzała wasze sypialnie, więc macie do
obiadu posprzątać w swoich pokojach. Po obiedzie zajmiecie się wszystkimi
pomieszczeniami i obiektami w Stajni. Salę treningową biorą Darius, Pantheon,
Vi i Sejuani. Zbrojownią zajmą się Yasuo, Aatrox, Garen i Volibear. Na
strzelnicy dzisiaj zamieszkają Graves, Caitlyn, Vayne i Miss Fortune. Warsztat
jest dla Blitzcranka i Nautilusa, pokój magii dla Janny i Syndry, tylko
dziewczyny – zwróciła się do sekcji magicznej – macie mi doszorować tą sadzę ze
ścian po ostatnich eksperymentach Annie – Schowałam się za szlafrokiem Veigara - która zajmie się placem zabaw razem z Tristaną, Poppy i Gnarem. Wszystkie
łazienki wyszorują do czysta Fizz, Amumu, Riven i Master Yi. Salon jest dla
Katariny, Vladimira i Jaxa. Bawialnią zajmie się Sona i Shen, a pokojem gier
Twisted Fate, Jayce i Elise. Pralnię wezmą Ashe i Karma. Ogród jest dla Zyry, Maokaia, Ryze'a i Akali. Basen zostaje dla Quinn, Nami i Mordekaisera.
Sivir, Soraka, Anivia i Tresh zajmą się czyszczeniem rynien, a dach naprawią
Karhus, Veigar i Wukong. Do stajni zapraszam Jarvana i Xin Zhao. Fiora i Leona
poodkurzają i pozmywają podłogi, a Kennen, Mundo i Vel'Koz umyją wszystkie
okna. Na strychu posprzątają Nasus i Twitch, albo nie, Gragas. Wybacz kolego,
ale do piwnicy cię nie wyślę. Za to tam pójdzie właśnie Twitch, Mundo i Yorick.
To chyba wszystko... A nie, latryny i toalety posprzątają Jinx i Ezreal w
ramach ich kary za zamieszanie na stołówce…
- Ale wszystkie? - spytała Jinx z
obrzydzeniem. - Nawet te dla Mundo i Yoricka?
- Owszem. Wszystkie to wszystkie –
popatrzyła na zielone twarze ukaranych i lekko się uśmiechnęła. - Wszyscy mają
przydzielone zadania?
Ręce podnieśli Lee Sin oraz bohaterowie rotacyjni,
czyli Kog'Maw, Orianna, Zilean i Singed.
- Poprosiłabym naszych gości o
posprzątanie sypialni dla bohaterów rotacyjnych, a dla ciebie Lee Sin mam specjalne zadanie.
Annie poprosiłabym ze sobą.
- Ale miałam sprzątać plac zabaw –
zaprotestowałam.
- Zdążysz, zdążysz – Kayle machnęła
dłonią. - Podejdź do mnie. Reszta niech idzie do swoich obowiązków. Szefami
swoich sekcji są Darius, Graves, Zyra, Master Yi, Vel'Koz i Annie. Dla ekip dwu
i trzyosobowych chyba nie ma sensu wytyczać szefów, prawda? Za ewentualne
niedociągnięcia odpowiedzą wszyscy, zrozumiano? Rozejdźcie się do swoich
sypialni. O dziesiątej… - znów spojrzała na zegar – trzydzieści ma być gotowe
śniadanie. Obiad na czternastą trzydzieści. O dwunastej zaczynamy inspekcję
pokoi razem z Leoną i Kennenem. Klatki zostawiam wam na jutro. To wszystko na
dzisiejszym apelu, dziękuję.
Widziałam jak wszyscy ze skwaszonymi
minami wrócili do swoich pokoi, a ja udałam się za Kayle do jej gabinetu
dyżurnej. Weszłam za nią i usiadłam na krześle.
- Potrzebna mi na dzisiaj inteligentna i
godna zaufania asystentka niskiego wzrostu.
- A co to za dziwne wymagania?
- Potrzebuję małej i zwinnej osoby,
która będzie w stanie czmychnąć w razie czego pod łóżko. I nie przyszedł mi do
głowy ktoś lepszy od ciebie.
- Zawsze zostaje Poppy i Tristana…
- Godne zaufania, Annie, godne zaufania,
czyli takie, którym ja – wskazała siebie, a jej zbroja zabrzęczała – ufam.
Dlatego mi pomożesz.
- Ale…
- Nie ma żadnego ale. Będziesz dziś pod
moją opieką.
- To kiedy mam posprzątać pokój i zająć
się placem zabaw?
- Swoje sypialnie zdążymy posprzątać,
ufam ci, a tym bardziej ufam sobie pod tym względem, a placem zabaw jeszcze
zdążysz się zająć. Będziesz mi potrzebna tylko na początku i na końcu pracy. W
międzyczasie będziesz wolna. Przecież ja też będę pracować. W zbrojowni –
odpowiedziała na moje niezadane jeszcze pytanie. - Chcesz coś jeszcze wiedzieć?
- Co przygotowałaś dla Lee Sina? Tylko
on nie ma żadnego zadania.
Kayle jedynie się uśmiechnęła.
***
Po przepysznym śniadanku wróciłam do
pokoju i względnie tam ogarnęłam. Zamiotłam kilka ciuchów pod łóżko, wytarłam
starym gałgankiem kurze i zaścieliłam łóżko. Porządnie posprzątam jutro,
dzisiaj miałam inne zmartwienia niż mój pokój.
O jedenastej pięćdziesiąt stawiłam się
pod sypialnią Kayle. Kobieta wyszła do mnie i przywitała się sympatycznie.
Kiedy zamykała drzwi, zauważyłam w jej sypialni pedantyczny wręcz ład i
porządek. Przełknęłam ślinę i ruszyłam za dyżurną.
Inspekcja pokoi poszła całkiem
spokojnie, poza paroma wyjątkami.
Poszłyśmy do pokoju Jinx. Otworzyła nam
niezbyt chętnie, ale nas chociaż wpuściła. Ze ścian sterczały kołki i haczyki
na bronie, które zabrała jej dwa tygodnie temu Lux, za łóżko robiła stara
torpeda. Nie wiem skąd wytrzasnęła tak wielki pocisk, ale wiedziałam jedno: nie
chciałabym czymś takim oberwać. Na podłodze leżała stara, wytarta wykładzina.
Pachniało tam zapleśniałą kanapką i brudnymi skarpetami, ale po zwróceniu na to
uwagi, dziewczyna oznajmiła, że już się wietrzy i stanęła przed szafą. Ja
kontrolnie, nawet bez polecenia, dałam nura pod łóżko zawieszone na łańcuchach.
Nawet czysto pomijając starego trampka, którego wyciągnęłam.
- No dobra – stwierdziła Kayle
krytycznie. - Jak na ciebie, to nawet tu czysto – przejechała palcem po półce i
roztarła kurz między nim a kciukiem. - Teraz zajrzymy do szafy.
Jinx przywarła do stalowej puszki
plecami i ze strachem w oczach nie chciała się odsunąć. Trzymała się kurczowo
krawędzi tak mocno, że aż pobielały jej knykcie na białej skórze.
- Jinx. Otwórz szafę.
- Nie chcesz tego.
- Właśnie, że chcę.
- Nie, nie chcesz…
- Otwieraj tą szafę! - Kayle nasrożyła
się, a gdzieś w oddali strzelił piorun. W piękny, kwietniowy, bezchmurny
dzień...
- Dobra! Jak se chcesz! - Jinx poddała
się i odsunęła. Złapała za jedno skrzydło drzwi i stanęła najdalej jak tylko
mogła. - Sama tego chciałaś.
Widziałam, że mówi poważnie. Zasłoniłam
się rękami i skuliłam pod wielkim pociskiem. Dyżurna stała dumnie i czekała.
Drzwi powoli otworzyły się, a stamtąd wyleciały na nas jakieś rakiety, pociski,
kule i inne pociski do wszelakich broni dystansowych, a za nimi góra ubrań i rzeczy osobistych Jinx,
nawet bandżo Sony, które zaginęło dwa miesiące temu.
Kayle wygrzebała się spod tej cuchnącej
góry i łapczywie złapała kilka wdechów nawet świeżego powietrza. Była cała w
sadzy i przesiąkła smrodem niepranych od miesięcy betów.
- Sama chciałaś...
- Posprzątaj to, ale już! - Wrzasnęła
Kayle i wyleciała z pokoju zatrzaskując za sobą drzwi.
Ja jedynie uśmiechnęłam się i opuściłam
sypialnię szajbuski.
U Ryze sytuacja wyglądała podobnie, tyle
że kiedy otworzyłyśmy jakiś kufer, to zaatakowały nas nietoperze i wczepiły nam
się we włosy.
W pokoju Zyry wszystko było porośnięte
przez te piekielne ciernie. Zyra umiała nad nimi panować, a Kayle leciała tuż
obok niej, więc one były zadowolone z tej wizyty i nawet sobie żartowały, a ja
zostawałam w tyle i te gałęzie, które przed chwilą zostały odsunięte, trafiały
mnie w twarz i haratały moją skórę, czasami bardzo dotkliwie. Kiedy stamtąd
wyszłam, moje włosy wyglądały jak fryzura Heimardingera, a sukienka jakby
wyszła spod szatkownicy. I po co mi to było? A mogłam sobie posprzątać swój
pokoik, a po obiedzie zająć się placem zabaw i miałabym spokój. A tak to
czekała mnie wycieczka krajoznawcza po całym pałacu.
Elise nawet nas nie wpuściła, bo
wszystko miała pozlepiane pajęczynami, tłumacząc się „ciężkim okresem”. Od
pokoju Karthusa zionęła dziwna aura, powodująca u nas ciarki. A w środku
szkielety, jakieś części ciała zanurzone w formalinie, a najgorsza była
mózgolampka, czyli lampka nocna zrobiona z wyprawionego, owczego mózgu
zatkniętym na stalowym pręcie. O mało nie zwróciłam śniadania. U Yoricka jedna
noga ugrzęzła mi w jakimś grobie, chyba trup złapał mnie za plecak i wpadłam do
kurhanu, gdzie wylądowałam między trzema czaszkami, dwiema ludzkimi i jedną
krowią. Piszczałam jak głupia, ale Kayle nic nie słyszała, bo słuchała Yoricka.
W pokoju Tarica znalazłam jego ołtarzyk z półnagimi zdjęciami jakichś mężczyzn
i fotografie Ezreala, który był na nich uwieczniony w różnych okolicznościach.
Jadł jabłko, pił kawę w kawiarni, wychodził ze sklepu z zakupami, a nawet jak
wycierał włosy ręcznikiem i mył gary na stołówce. To było obleśne. Zamknęłam
pudełko i wsunęłam je głęboko pod łóżko. Kayle zameldowałam, że jest czysto.
Kiedy skończyliśmy inspekcję, udaliśmy
się we czwórkę na stołówkę. Usiadłam na swoim miejscu i poczekałam, aż Sługusy
i kucharz przyniosą mi obiad. Wszyscy przy stole popatrzyli na mnie, a ja
otarłam cieknącą po moim policzku krew.
- Annie, co ci się stało? Wyglądasz,
jakbyś wpadła do sokowirówki – stwierdził Kennen.
- Ładna fryzura – zauważył Twitch,
wywołując na twarzy każdego duży uśmiech. Miałam ochotę go zastrzelić jakimś pociskiem Jinx.
- Inspekcja – stwierdziłam sucho i
padłam na blat. Ahri postukała mnie palcem w głowę i podniosłam się. Postawiła
przede mną skrzydło z kaczki w pomarańczach. Zaczęłam jeść. - Tristana - podjęłam po zaspokojeniu pierwszego głodu - mogłabyś mnie zastąpić, kiedy mnie nie będzie na placu zabaw? Muszę iść z Kayle
i koordynować prace zespołów, ale potem do was wrócę.
- No jasne, zastępco dyżurnego! -
Zasalutowała mi. – Znajdź sobie niewolników od zasuwania za ciebie...
- Ty ciesz się, że Kayle nie wybrała na
dzisiaj ciebie – przerwał jej Fizz - To najbardziej czepliwa dyżurna, jaką
mogliśmy mieć. Zresztą widzisz, w jakim stanie jest Annie. Jak chcesz to się
zamień, jak jesteś taka mądra.
- Jeden plus tego, że jest dyżurną, to
fakt, że zostanie nią znów za rok – stwierdził Veigar i pochłonął swoją porcję.
- No tak, ale weź pod uwagę, że ktoś
taki jak Draven czy Jinx nie zostaną dyżurnymi nigdy. A takich jednostek trochę
jest – przyznał Teemo. - Dyżurnymi zostają jedynie najbardziej odpowiedzialni,
a takich nie uświadczysz, w tym
grajdole.
- No niech ci będzie – sprostował Veigar
– za pół roku. To i tak kawał czasu. W tym tygodniu odwalimy z nią pańszczyznę
i mamy spokój.
Zjedliśmy, a ja poszłam do holu głównego i poczekałam na moją dzisiejszą opiekunkę. Razem z nią udałyśmy się we wszystkie
miejsca i powiedziałyśmy, czego od każdej ekipy wymagamy. Zajęcie mordujące,
ale konieczne, bo niektórzy by nawet nie wiedzieli w co ręce włożyć. Ostatnie
miejsce, które odwiedziłyśmy, to był salon. W zasadzie to była spora biblioteka
połączona z kącikiem, w którym mógł każdy wypocząć. Katarina, Vladimir i Jax
ustawiali meble i poprawiali książki. Kiedy nas zauważyli, zatrzymali się i
poczekali na to, co powiemy.
- Macie powycierać kurze ze wszystkich
półek i stolików, pomyjecie i
pocerujecie kanapy, jeśli są podarte, umyjecie witryny i ponaprawiacie zepsute
egzemplarze książek. Lee Sin?
Mężczyzna siedział w kącie na oparciu
fotela. Usłyszawszy swoje imię, zeskoczył zwinnie i podszedł do Kayle. Spojrzał
gdzieś ponad jej głową.
- Słucham.
- Jestem tu – powiedziała i poczekała,
aż zareaguje. Tym razem spojrzał za bardzo w bok. - Nieważne. Ty, mój drogi,
wyszorujesz komin, a wy macie mu pomóc – wskazała na ekipę salonową. - W końcu
kominek jest w salonie.
- Ale dlaczego ja? - spytał Lee Sin z
wyrzutem.
- Bo w kominie jest na tyle ciemno, że i
tak nikt by nic nie zobaczył, dookoła tylko ciemności. Dlatego uznałam, że to idealne
zadanie dla ciebie – ręki sobie nie dam uciąć, ale chyba się uśmiechnęła.
Złośliwie. - Poza tym nikt nie ma na tyle wyczulonego zmysłu słuchu i dotyku.
- Jasne - odparł zgryźliwie.
Odwrócił się i mamrocząc pod nosem coś o
wyzysku kalekich i poszedł po sprzęt do czyszczenia sadzy, który był w pokoju
magii.
Ja poszłam na plac zabaw i zabraliśmy
się za pracę. W piaskownicy Gnar zasypał wszystkie dołki, Tristana i Amumu
umyli domki i zjeżdżalnie, a ja naoliwiłam huśtawki. Wszelkie zabawki
wrzuciliśmy do wiklinowego kosza i przykryliśmy je kocem. Wyczyściliśmy skałkę
wspinaczkową i sprawdziliśmy liny oraz uprzęże, wymieniliśmy zepsute bloczki na
nowe, naciągnęliśmy trampoliny, poprawiliśmy naciąg zjazdu linowego ciągnącego
się przez cały ogród, dziesięć metrów nad ziemią i pomalowaliśmy wyblakłe
elementy atrakcji. Urobiliśmy się po łokcie, ale efekt wart był trudu.
I chyba byliśmy nielicznymi, którzy
sprawdzili się w swoim zadaniu.
Około osiemnastej poszłyśmy z dyżurną na
inspekcję. W zbrojowni i sali treningowej wszystko błyszczało, było ślicznie
wysprzątane, wymyte i pachnące. Sprzęty i bronie odrestaurowane, naprawione i
gotowe do użytku, tarcze na strzelnicy wymienione, wszelkie pistolety, karabiny
i inne bronie dalekodystansowe były na swoich miejscach, naboje, strzały i inne
pociski w jednym miejscu. Po prostu ideał. Obydwie ekipy dały z siebie
wszystko, za co byłam im wdzięczna.
Kuchnia i stołówka też wyglądały całkiem
nieźle. Ściany i podłogi umyte, naczynia i garnki pozmywane, zapasy
uporządkowane pod względem kategorii i wielkości, fartuchy wisiały w jednym
miejscu. W łazienkach porządek był podobny, wszystko pomyte i na swoim miejscu.
Ogród piękny, istny raj na ziemi.
Przystrzyżone trawniki, wypielone grządki, zasadzone nowe kwiaty na wiosnę,
odmalowana altanka i wstawili nawet kilka foteli. Basen też został dokładnie
wyszorowany i odchwaszczony, a ścianki pomalowano na śliczny, błękitny kolor. W
pralni też było jako tako porządnie, było kilka minusów takich jak
niepowycieranie szkiełka w pralkach i porozsypywany proszek, ale to nic w
porównaniu do innych miejsc.
W stajni panował ogólny chaos.
Mordekaiser, który nie wiadomo skąd się tam wziął, ganiał konie, które
powybiegały z zagród, dzik Sejuani nażarł się szaleju i tarzał w błocie jak
mały prosiaczek, Xin Zhao i Jarvan bawili się w rolników i biegali dookoła z
widłami w samych konopnych koszulach i lnianych spodniach, śmierdziało tam
końskim łajnem i sama wlazłam w jeden z placków. Z Kayle zarządziłyśmy
taktyczny odwrót.
Kiedy wpadłyśmy do pokoju gier, Twisted
Fate pokazywał sztuczki karciane, Elise utkała sobie wygodną pajęczą nić, w
której słodko drzemała, a Jayce palił cygaro, jedno za drugim.
- A co się tu do jasnej… - Dyżurna
roztarła czoło palcami. - Co wy tu robicie? Dlaczego jest tu taki syf? I
dlaczego nie sprzątacie? I Elise, przestań wypuszczać te nici!
- Spokojnie, wszystko będzie okay, zaraz
się weźmiemy za sprzątanie. Mamy małą przerwę. - odparł karciany oszust.
- Małą?! Od trzech godzin siedzicie na
tyłkach i nic nie robicie!
- Ilu? - spytał Jayce, nie dowierzając –
To już ta godzina? Dobra, zbieramy się i sprzątamy! - Zerwał się i zgarnął
ekipę do swoich obowiązków. Kayle, zadowolona z siebie, że potrafi zaprowadzić
dyscyplinę, rzuciła głośne i donośne „No!” i wyleciała z pomieszczenia.
Twisted Fate przestał polerować bilę i
spojrzał na Jayce'a i Elise.
- Ej, wy na serio macie zamiar tu
posprzątać?
- Chyba cię pojebało, kolego – odparł
Jayce i znów rozsiadł się w fotelu.
- No ja liczę – powiedziała Elise i
utkała sobie nową sieć.
Jayce spojrzał na mnie.
- Nie wydasz nas, prawda Annie?
Jedynie westchnęłam i zanim wyszłam,
wszyscy wrócili do swoich starych zajęć.
Myślałam, że Kayle to jedna z
najbardziej odpowiedzialnych osób tutaj, ale pomyliłam się, kiedy do
czyszczenia zabłoconych i porośniętych mchem starych rynien przydzieliła trzy
kobiety i nieumarłego ducha. Anivia, zobaczywszy cały ten brud, zmieniła się w
kryształowe jajo, Sivir i Soraka nawet nie tknęłyby rynien, gdyby nie Tresh.
Wleciał na dach i przyciągnął je łańcuchami, ale Soraka nie umiała utrzymać
równowagi na pochylni i zjechała tyłkiem po dachówkach, po czym rozpaczliwie złapała się chyba najstarszej i najbardziej zardzewiałej rynny. Zanim ktokolwiek zareagował, oderwała połowę rynny od dachu i
dyndała na niej, dopóki Anivia jej stamtąd nie zabrała. Sivir jako jedyna
istota materialna na dachu zajmująca się czyszczeniem rynien, wpadła na
genialny pomysł, aby potraktować je myjką ciśnieniową. Jak ją podłączyły i
puściły strumień na najsilniejszy, to zerwały część dachówek i poszycia, a
Soraka to sobie nawet polatała na ciśnieniu wody, razem z jej nieumarłym
towarzyszami. My pojawiłyśmy się akurat wtedy, gdy druga rynna leciała na dół.
- Nie, Kayle, zostaw, nie warto… -
złapałam ją za rękaw koszuli, gdy zauważyłam, że przygotowała się do lotu, a
jej twarz ściągnęła się w grymasie gniewu. - Nerwów sobie nie psuj…
- Zostaw mnie smarkaczu! - szarpnęła
ręką i wzbiła się w górę. Anivia zabrała Sorakę, a Tresh Sivir i gdzieś
odlecieli. Nie dziwię im się, sama bym uciekała. Kayle zapłonęła żywym ogniem,
po czym zgasła tylko po to, by znów zapłonąć, zobaczywszy szkody wyrządzone
przez ekipę myjącą okna.
Vel'Koz machając swoimi... odnóżami
wybijał wszystkie szyby dookoła, wtórował mu Mundo, który nie umiał wyważyć
swojej siły. Kennen łaził za nimi i zbierał kawałki szkieł, ciężko wzdychając.
Takim sposobem w ciągu trzech godzin umyli
sześć szyb i wybili siedemnaście. Fajny bilans, nie ma co.
Kayle przestała poruszać skrzydłami i
wolno spadała, lecąc wprost na grządkę Zyry. Przy lądowaniu troszkę się
pocięła. I dobrze jej tak, niech wie, co przechodziłam w pokoju królowej
cierni. Wstała, przeprosiła kobietę za zniszczenie owoców jej pracy i podeszła
do mnie z załamaną miną.
- Powiedz mi, że sprawdziłyśmy już
wszystko – poprosiła z nadzieją.
- Chyba tak... Bo w warsztacie i pokoju
magii byłam sama, kiedy zajmowałaś się zbrojownią i tam było naprawdę dobrze –
wcale nie – a resztę widziałaś…
I jak na złość usłyszałyśmy piszczącą
Jinx i odgłosy wymiotowania.
- Toalety i latryny – stwierdziłam
smutno i zwiesiłam głowę między ramiona. Popatrzyłam na załamanego anioła. -
Pójdę tam sama. Idź do pokoju, albo do kuchni, zrób sobie herbatę, albo nie,
meliskę, weź kilka tabletek na uspokojenie…
- Nie, dam radę - wyprostowała się i z
hardą miną poszła na tył domu do latryn.
Ezreal wymiotował właśnie do wielkiego
dołu przeznaczonego dla Mundo, a Jinx stała z wielką szczotą i zwracając pod
siebie, szorowała latrynę stworzoną dla Yoricka.
Smród był piekielny. Uryna niesprzątana od
kilku tygodni, żółć wylewająca się z dwójki sprzątających, zapach krwi z
wrzodów i hemoroidów, a wszystko dookoła było zarzygane i nie wyglądało
najciekawiej. Kayle dołączyła do Ezreala, a ja szybko wycofałam się stamtąd, by
nie skończyć jak oni.
Kayle z płaczem zamknęła się w swoim
pokoju, a ja poszłam na strych po swoje stare zabawki. Pomyślałam, że przyniosę
jej jakiegoś mojego starego pluszaka, poprzytula go… albo rozerwie na strzępy i
będzie dobrze.
Tymczasem wchodząc po schodach,
usłyszałam jakieś śpiewy i krzyki.
- I jeszcze jeden i jeszcze raz… - wyli
bełkotliwym chórem na pewno Gragas i Nasus.
Podniosłam klapę prowadzącą na
poddasze...
I jak zionęło alkoholem, to myślałam, że
spadnę z drabiny i będą mnie składać jak puzzle. Bałam się zajrzeć do środka,
dlatego tylko słuchałam.
- Sto lat, stooo lat…
- Ej, stary – zawołał nagle Nasus – Ale
kto ma urodziny?
- A czy to ważne? - odpowiedział mu
Twitch. Chyba był na skraju przytomności. - Ktoś ma dzisiaj y-mmeniny!
- Ale kto? - Zapytał Singed. On?! O
bogowie...
- Zajrzyj se do kalendarza to si dowisz!
Szóstka mężczyzn gruchnęła wielkim
śmiechem, a ja odurzona oparami alkoholu zeszłam z drabinki i… padłam na twarz…
***
- Toż to istna kpina! - Ryczała Kayle na
specjalnym, wieczornym apelu, płonąc ogniem. - Czy widzieliście, co żeście
narobili? Poza kilkoma ekipami, takimi jak zbrojownia, strzelnica, ogród z
basenem i plac zabaw oraz stołówka, to tu powstał jeden wielki burdel! Lee Sin
utknął w kominie i do tej pory wyciągają go stamtąd Darius i Akali, ekipa
sprzątająca rynny jeszcze nie wróciła, ci od dachu do tej pory naprawiają
szkody, które wyrządzili, a jest dwudziesta druga trzydzieści! W warsztacie
wrze, pokój magii zmienił kolory ścian na czarne, bo przecież żadna z was,
kretynki – popatrzyła na Syndrę i Jannę – nie pomyślała, aby wymienić worek w
odkurzaczu i wziąć nowe szczoty do mycia! W salonie dopiero ugaszono pożar,
pokój gier wygląda jak siedlisko pająków palaczy, wesolutka Sona z Shenem do
tej pory śpią w bawialni po wypróbowaniu białego proszku zza kanapy. Konie ze
stajni jeszcze się nie odnalazły, Sejuani musiała wezwać posiłki z sąsiedniej
Stajni, by ujarzmić to wielkie, włochate bydle, bo dwunastu chłopa nie mogło do
niego podejść, a Gragas, Nasus, Yorick, Twitch, Mundo i nasz gość Singed są
ledwie przytomni. Nie wspominając o latrynach… - na samo wspomnienie ja, Jinx,
Ezreal i sama Kayle pozielenieliśmy. -
Chociaż to jestem w stanie wam wybaczyć. I co wy wszyscy macie mi do
powiedzenia?!
Rzecz jasna nikt się nie odezwał. Ekipy,
które spisały się na medal, z ulgą mogły wrócić do siebie. Reszta musiała
kolejnego dnia posprzątać jeszcze raz i doprowadzić do porządku wszystkie
klatki, a ci, którzy podpadli najbardziej, czyli między innymi Sona, Shen i ci
od piwnicy i strychu, mieli zająć się latrynami…
***
Oto kolejne, przez niektórych wyczekiwane, opowiadanie z serii "Stajnia Augiasza". Uwaga: w opowiastce zawarta jest mała wskazówka dotycząca kolejnego, które ukaże się już we wtorek! Szukajcie, a znajdziecie, jak mawiają.
Pozdrawiam
Erviel
***
Oto kolejne, przez niektórych wyczekiwane, opowiadanie z serii "Stajnia Augiasza". Uwaga: w opowiastce zawarta jest mała wskazówka dotycząca kolejnego, które ukaże się już we wtorek! Szukajcie, a znajdziecie, jak mawiają.
Pozdrawiam
Erviel
jutro kolejna część? jeśli tak to super najlepsze opowiadania jakie w życiu czytałam ;)
OdpowiedzUsuń