wtorek, 26 sierpnia 2014

Czysta nienawiść, ale co dalej?

~I zaczęliśmy Słodki Tydzień w LoL'u. Na początek przesłodkie opowiadanie o szóstce zaciekłych wrogów. Co im się przydarzy i jak to zakończą? Jeżeli ktoś uważnie przeczytał "Porządki" to się domyśli. Zapraszam do lektury, a na końcu będzie mały bonus od Erviela~ 
~Dark Shadow~





Jak co dzień Lux wstała tuż przed wschodem słońca. Lubiła widok jasnego nieba i spotkania z Leoną na balkonie. Blondynka dreptała po cichu korytarzem w stronę wschodniej części pałacu. Jej spacer przerwała głośna kłótnia. Od razu poznała piskliwy głos Jinx i niższy Vi. Zdziwiło ją, że obie są już na nogach szczególnie, że mowa tu o niebieskowłosej wariatce. Ona nie wstawała wcześniej niż dziewiąta. Szybko skierowała się w ich stronę. Znalazła je w dość zaskakującej pozie. Jinx leżała na ziemi, a w ręku ściskała pęk rozczochranych włosów Vi, nogami ściskała jej talię, a drugą dłonią blokowała twarz. Ta druga zaś mocno okładała pięścią bok wiedźmy. Wyglądały jak niebiesko-różowy kłębek agresji i nienawiści. Lux głęboko westchnęła i odchrząknęła. Vi spojrzała na nią i po sekundzie leżała pod śmiejącą się Jinx.
-Nie wnikam i nie pytam. Ma być spokój. - Blondynka tylko tyle powiedziała.
-Ta wielka łapa mnie obudziła. - Warknęła zła Jinx.
-To przez ciebie nie mogłam spać. - Odparła na oskarżenie Vi.
-Spokój. - Rozkazała Lux i rozdzieliła dziewczyny. - Do pokojów. Ale już.
Kiedy wreszcie je rozdzieliła i pozamykała w ich mieszkaniach wróciła do spaceru. Niestety wschód słońca ją ominął i wróciła podminowana do pokoju. Niestety było z nią jeszcze gorzej. Miss Fortune pożarła się przed stołówką z Gangplankiem o pierwszeństwo, a Garen po porannej kłótni z Katariną skończył z podbitym okiem. Lux miała już dość i jeszcze przed apelem zrugała obie pary. Na jej szczęście nie musiała ich już oglądać. Dziwnym trafem cała szóstka zniknęła z pałacu.

****

-Pobudka moi drodzy.
Po polanie rozszedł się kobiecy, niski i przyjemny głos. Pierwsza ocknęła się Katarina. Podniosła się i stanęła stabilnie na czterech nogach. "Moment… co jest grane?" Pomyślała i spojrzała na swoje ręce, które okazały się być parą kopytek. Pogalopowała do strumienia, który ujrzała przed sobą. Przejrzała się i wrzasnęła dziecięcym głosem. Katarina była kucykiem. Krzyczała tak długo, że zdarła sobie gardziołko. W tym czasie obudziła się reszta osób. Nikt nie wiedział co się dzieje dopóki po sobie nie spojrzeli. Vi patrzyła z niedowierzaniem na resztę. Garen mimo zaskoczenia gapił się na Katarinę, a Miss Fortune i Gangplank zaczęli się przekrzykiwać czyją jest to winą. Jedynie Jinx zareagowała inaczej. Zaczęła się śmiać i biegać radośnie po polanie. Po chwili stanęła i zrobiła poważną minę.
-Jestem kucykiem o ładnym, niebieskim kolorku. - Powiedziała to piskliwym, dziecięcym głosikiem.
-Ja pierdolę… - Wyskrzeczała Katarina znad źródła. - Kurwa, jestem kucem! - Krzyknęła i na dobre straciła głos.
-To się, kurwa, nie dzieje. - Warknęła Vi. - Jak to…
-Jestem kucykiem. - Przerwała jej radośnie Jinx.
-Zamknij pysk, suko. - Powiedziała do niebiskogrzywej.
-Kucyku… nie suko. - Poprawiła ją z wyszczerzem.
Cała piątka zaczęła na siebie krzyczeć, nie wiedząc co się dzieje. Nie mogli wiedzieć, że do tego miejsca zaprowadziła ich własna nienawiść.
-Spokojnie moi drodzy. - Znów odezwał się kobiecy głos. - Jesteście tu z wiadomych powo…
-Właśnie niewiadomych. - warknęła Vi.
-Powodów. - Kontynuował głos. - Spędzicie tutaj tak dużo czasu aż nie nauczycie się współpracować i kochać siebie nawzajem. Chcę aby między wami wreszcie zapanował pokój.
-Niedoczekanie twoje, wariatko. - Miss Fortune odwróciła się od reszty i machnęła ogonem. - Nie mam zamiaru godzić się z tym starym dziadem.
-A ja chętnie zacieśnię więzi z Katariną. - Powiedział z uśmiechem Garen. - Nawet bardzo. - Podbiegł radośnie do kobiety i spotkał się z jej kopytem. Na jego pyszczku pojawił się okrągły odcisk. - To może później.
Z podkulonym ogonem odszedł w stronę Miss Fortune. Nawet nie zauważył kiedy Jinx radośnie się do nich zbliżyła. We trójkę zniknęli w zaroślach lasu. Reszta pozostała na polanie. Gangplank chodził w koło i zastanawiał się jak wyjść z sytuacji. Vi półleżała na ziemi z zadkiem ku górze. Drobiła przednim kopytkiem w ziemi i jak w transie powtarzała sobie "to nieprawda". Katarina natomiast płukała gardziołko zimną wodą ze strumienia. Sama nie mogła uwierzyć w to co się dzieje. Przecież tak silna kobieta jak ona nie mogła utknąć w ciele słabego kucyka z rudą, wzburzoną grzywą. Na rozmyślaniu zeszło im się do zmierzchu. Kiedy zapadła noc musieli rozpalić ogień. Nie bardzo wiedzieli jak. Z kopytkami zamiast dłoni nie mogli nawet walczyć, a o innych czynnościach nie było mowy.
Natomiast pozostałej trójce jakoś się udało zdobyć żywność i ogień. To pewnie dlatego, że dotarli do wioski pełnej barwnych kucyków, które im pomogły. Siedzieli w domu tęczowogrzywego kuca i grzali się w płomieniach kominka. No przynajmniej Miss Fortune i Garen. Jinx jak wariatka biegała po wiosce, śmiejąc się i wrzeszcząc, że jest kolorowym kucykiem.
-Musimy się stąd wydostać. - Powiedział rudy kucyk. - Na pewno nie zbratam się z tym staruchem. Wystarczy, że znoszę Jinx.
-Wiem co masz na myśli. - Garen wyjrzał przez okrągłe okno. Dziewczyna goniła właśnie za motylem, a kiedy jej uciekł zaczęła kręcić się w koło, gryząc swój ogon. - To będzie ciężki okres. Ale dobrze, że nie ma przy sobie broni…
-Fakt. - Przyznała Miss Fortune i westchnęła. Zamoczyła pyszczek w talerzyku z rumem. Po tym co się zdarzyło musiała się napić. - Trzeba ją zabrać do środka. Chodź.
Garen wysuną się z pod ciepłego kocyka i podreptał za rudogrzywą. Stanął obok niej i przyglądał się Jinx. Jego głowa powędrowała w bok kiedy kucyk położyła się na zimnej ziemi i zaczęła kłócić się z żukiem.
-Co ty robisz? - Zapytał naiwnie.
-Bawię się. - Prychnęła na robaczka i po chwili spojrzała na Garena. - Pokażę wam coś. Najpierw stempem. - Zaczęła dumnie kroczyć przed siebie z rozbrajająco poważną miną. - Galopkiem. - Przebiegła truchtem dwa okrążenia, po czym przyśpieszyła. - Kłusik i… - rozpędziła się i biegała co sił w kopytkach - dziki cwał. A na koniec… Odgłos paszczową… - Zarżała głośno, a w oknach pojawiały się zaciekawione kucyki. - Fajna opcja, co nie?
-Jinx… uspokój się i wejdź do środka. - Powiedziała w miare spokojnym głosem Miss Fortune.
-Czemu?! - Zawyła dziewczyna i z groźną miną cofnęła się. - Chcę się bawić.
-Nie krzycz. Proszę… Wejdź do środka. - Ton głosu kobiety stał się mniej cierpliwy.
-Nie.
Miarka się przebrała. Miss Fortune pocwałowała do Jinx i ugryzła ją w nogę. Niebieskogrzywa zawyła z bólu, po czym zawyła ponownie kiedy starszy kucyk pociągnęła ją za grzywę do domku. Miss Fortune nawet nie starała się być delikatna. Puściła Jinx dopiero kiedy Garen zamknął drzwi i zaczęła pluć niebieskimi kłakami.
-To bolało, złośliwa piratko. - Jęknęła wiedźma i pogłaskała pyszczkiem obolałą nogę.
-Nie przekraczaj granic... - Poprosił Garen spokojnie. - Pobawisz się jutro. Teraz się prześpimy i odpoczniemy.
-No dobra… - Westchnęła Jinx i podreptała kulejąc za Miss Fortune. - Ale jutro będę się bawić z kolorowymi kucykami.
-Dobrze. - Zgodziła się rudogrzywa. Ułożyła się wygodnie na miękkim łóżku i przykryła wełnianym kocem. - Dobrej nocy.
-Aha… Tobie też. - Jinx rozwaliła się na swoim posłaniu i zamknęła oczy. Garen ją przykrył i potem położył, szybko zasypiając. Oczywiście śnił o uroczej Katarinie. - Chcę żeby tak było już zawsze. - Szepnęła sennym, ale rozmarzonym głosem.
-Nawet tak nie bluźnij.
Po tym dało się słyszeć tylko miarowe oddechy kucyków. W tym samym czasie na polanie nie działo się najlepiej. Gangplank wymiotował do strumienia po tym jak najadł się jakiś jagód. Szybko przekonał się, że to co jadalne dla ludzi nie służy kucykom. Vi wciąż trwała w dawnej pozie, a jedyne co się zmieniło to wielkość dołka. Katarina leżała zwinięta w kłębek na gołej ziemi i szczękała zębami z zimna. Nawet nie wyobrażała sobie, że może spędzić choćby jeszcze jedną noc w tak spartańskich warunkach. Spała źle, a odgłos burczenia w brzuchu, jej jak i reszty, oraz ciche mamrotanie Vi ani trochę nie pomagało. Do tego wymiotowanie Gangplanka. Westchnęła żałośnie i pierwszy raz w życiu pożałowała nienawiści do Garena. "W końcu to porządny gość." pomyślała i zerwała się na równe kopyta. Podeszła do pobliskiego drzewa i zaczęła walić w nie głową.
-O czym ja, do kurwy nędzy, myślę?! - Pytała siebie i kopnęła kamień. - To przez tę cholerną sytuację.
I noc pozostała nieprzespana dla całej trójki. Rano wyglądała strasznie. Katarina miała w grzywie liście i kawałki kory, a na jej czole pojawił się czerwony odcisk. Gangplank wyglądał jak własny cień po całonocnym rzyganiu. Vi natomiast moczyła obolałe kopytko w zimnym strumieniu. Za nią był głęboki dół oraz co najmniej dziesięć napisów "To nieprawda!"
-Musimy coś zrobić. - Powiedziała Katarina i spojrzała na towarzyszy niedoli.
-Ciekawe co? - Warknęła Vi i spojrzała wilkiem na rudogrzywą. - Masz ręce, broń albo chociaż pojęcie jak żyć jako kucyk?
-Nie, ale to nie problem. - Odparła. - Muszą tu być jakieś inne kuce, które nam pomogą.
-Ehe… jasne. - Skwitował Gangplank. - Gdybyś była takim zajebiście oczojebym kucykiem pomogłabyś kucowi z zakazaną mordą, różowogrzywej wariatce z motto "to nieprawda" i wypudrowanej dziuni jak ty?
-Nie… - Nie chciała tego przyznawać, ale mężczyzna miał rację. - Ale pocieszający jest fakt, że tamci podzielają nasz los.
Nic bardziej mylnego. W czasie kiedy na polanie trwała debata pod tytułem "co zrobić", Jinx, Miss Fortune i Garen jedli smaczne śniadanie razem z gospodarzami. Byli wypoczęci i wyspani. Jedynie niebieskogrzywa czuła ból w krzyżu. Spała w wygodnej pozie - na grzbiecie, z tylnymi kopytkami ku górze, a przednimi po bokach oraz głową zwieszoną za krawędź łóżka. Miss Fortune krzyknęła do niej rano i ta zleciała na podłogę, lądując plackiem na ziemi. Robiła jej potem wyrzuty, że mogła być delikatniejsza. Po śniadaniu od razu zniknęła. Pobiegła cwałem na wybieg w pobliżu wioski i bawiła się radośnie z innymi kucykami. Natomiast Garen i Miss Fortune myśleli nad rozwiązaniem. Jedyne do czego doszli to fakt, że jeśli nie pogodzą się z wrogami to utkną w ciałach kucyków. Żadnemu z nich nie podobało się takie wyjście z sytuacji, ale co im pozostało.
Do tych samych wniosków doszło Polankowe Zgromadzenie Nieszczęścia. Ruszyli w las, szukając czegoś jadalnego i może schronienia, ponieważ zanosiło się na deszcz. Podczas pięciogodzinnej wędrówki napotkali tylko jednego kucyka, który na widok trzech groźnie wyglądających nieznajomych uciekł w popłochu. Katarina próbowała go gonić, ale jedyne co udało się jej złapać to kosz z jedzeniem. Zaniosła je do reszty i wreszcie się najedli.
-Teraz przynajmniej wiemy, co możemy jeść i jak to wygląda. - Powiedział spokojnie Gangplank. - Teraz tylko kryjówka na noc i może uda nam się skołować ogień.
-Taka fajna jaskinia się nada? - Zapytała Vi, wychylając głowę z ciemnej jamy w skale.
-Idealna… Jeszcze tylko drzwi i będzie dobrze. - Katarina zgryzła spory kawałek miękkiej kory i zastawiła wejście do ich tymczasowego mieszkania. - Idealnie.
-To no moich barkach zostaje ogień. - Skwitował brązowogrzywy i podniósł się. - Czekajcie w jamie. Jeśli przed zmrokiem nie wrócę to nie ruszajcie się stąd. Nie wiemy co żyje w tym lesie.
Kobiety pokiwały łbami i schowały się w jaskini. Postanowiły na wszelki wypadek zebrać trochę suchego drewna i liści. Po godzinie pracy udało im się zgromadzić pokaźny stosik. Wspólna praca i wysiłek dały efekt. Słońce jednak chyliło się ku horyzontowi, a jedyny mężczyzna Zgromadzenia nie wracał. Na szczęście pojawił się tuż po zmroku. Biegł jak oszalały z płonącym drwem w pyszczku. Po jego minie widać było, że cierpi. Rzucił polano na wcześniej przygotowany przez dziewczyny stos liści i drewna, a jaskinia rozbłysła ciepłym światłem. Dopiero wtedy cała trójka odetchnęła z ulgą. Wreszcie mogli w spokoju odpocząć. Katarina ułożyła się wygodnie na posłaniu z listowia. Vi powoli zbliżyła się do rudogrzywej i skuliła obok niej. Po zmianie w kucyka czuła się bezbronna i zagubiona, a od Katariny bił spokój i siła. Różowowłosa szybko zasnęła, mamrocząc przez sen coś o nienawiści do Jinx. Druga kucyk uśmiechnęła się lekko i również dała się przytulić Morfeuszowi. W tym czasie Gangplank pilnował kobiet i ognia. Zasnął razem z blaskiem słońca.
Taki stan rzeczy utrzymywał się przez kolejny tydzień. Jinx wciąż cieszyła się swoim kucykowym jestestwem, a w konflikt popadła tylko raz. Mniej więcej dziesięć dni po ich przybyciu do wioski bawiła się z dziećmi na placu zabaw. Jednak jak to z niebieskogrzywą wiedźmą bywa nie obyło się bez kłótni z jakimś małym kucykiem. Chłopiec bawił się drewnianą ciuchcią, która nagle spodobała się Jinx. Dziewczyna rzecz jasna pozbawiona jest dobrych manier i bierze to co chce. Wyrwała dziecku zabawkę, a ten ugryzł ją w nogę. Ta rzecz jasna oddała mu, dodatkowo popychając go na ziemię. Wtedy pojawił się ojciec chłopca i zaczęła się kłótnia.
-Co tu się dzieje? - Na placu pojawiła się Miss Fortune, a tuż za nią był Garen.
-Ugryzła i popchnęła mojego syna, a do tego zepsuła mu zabawkę. - Powiedział dostojnie wyglądający kucyk o barwie hebanu.
-Bo… ja… - Załkała wciąż roniąca łzy Jinx. - Się bawić… i on mnie… ugryzł…. I przyszedł zły pan, i… Łeeee! - Dziewczyna rozryczała się na dobre. Szybko schowała się za Garenem, jak za troskliwym ojcem, widząc złość na twarz rudogrzywej.
-Spokojnie. - Powiedział brązowogrzywy i zasłonił Jinx. Spojrzał na ojca chłopca. - Obiecuję, że przeprosi pana i pana syna oraz naprawi zabawkę. Prawda? - Spojrzał na niebieskogrzywą.
-Prze… praszam… - Szepnęła cicho. Coś w jej wnętrzu drgnęło. Zdała sobie sprawę, że po raz pierwszy szczerze przeprosiła. W przypływie emocji pobiegła do domu i po chwili wróciła z dużym lizakiem w pyszczku. Chlipiąc i pociągając nosem, a przy tym szczerząc zęby podsunęła go chłopcu. - To na zgodę.
Ciemnoszary kucyk wciągnął zwisającego gila i uśmiechnął się szeroko. Razem, kopytko w kopytko pobiegli w las. Garen poczuł dziwne ciepło, które również dotknęło Miss Fortune. Po tej kłótni razem z ojcem chłopca poszli na drinka w barze na obrzeżach wioski. Wszystko jakoś układało się po myśli Bogini Dobra.
Po miesiącu widząc, że nienawidzące się kucyki zaczęły współpracować, wezwała je na polanę. Trzydziestego dnia Szczęśliwa Rodzinka pożegnała się ciepło z mieszkańcami wioski, dostali drobne prezenty i odeszli do lasu. Natomiast Polankowe Nieszczęścia doprowadzało się do porządku w strumieniu. Około dwunastej Rodzinka pojawiła się na polanie. Dwie grupy stanęły naprzeciw siebie. Mieli ochotę wszcząć bójkę, ale doskonale wiedzieli, że nie mogą. To była ich jedyna szansa na powrót.
-Dzielnie znieśliście życie jako kucyki. Działaliście wspólnymi siłami, wspieraliście się i pomagaliście sobie i przeżyliście. Jestem z was dumna. Mam nadzieję, że czegoś się nauczyliście.
Po tym kucyki po kolei mdlały. Vi z ulgą na twarz, a Jinx łzami rozpaczy w oczach. Reszta miała mniej lub bardziej mieszane uczucia, ale każde z nich na swój sposób miało zatęsknić za kolorową grzywą i kopytkami.

****

Cała szóstka spadła znikąd pośrodku holu głównego. Rozległo się głośne "ał!" Lux patrzyła szeroko otwartymi oczami na całe zajście. Zadała tylko jedni pytanie.
-Co się dzieje?
Katarina nieszczęśliwie wylądowała na Garenie i z lekkim rumieńcem od niego odskoczyła. Vi z wyrazem niesmaku zrzuciła z siebie cielsko Jinx, a Miss Fortune z dumą przyjęła pomoc Gangplanka. Wszystko wyglądało o tyle nierealnie, ponieważ się nie kłócili. Po chwili zaczęli jednak przekrzykiwać się, opowiadając całe zdarzenie. Jedyne co Lux rozumiała to pojedyncze informacje.
-Jaskinia…
-Wioska…
-Grzywa…
-Nieprawda…
-Rum…
-Byłam kucykiem!
Po słowach Jinx wszyscy zamilkli. Oprócz osób, które z nią były w Tęczowej Krainie patrzyły na dziewczynę z politowaniem. Lux wciągnęła ze świstem powietrze do płuc i zmrużyła oczy. Potarła zmarszczkę na czole.
-Wy będziecie do końca miesiąca koczować w kuchni, urabiając sobie ręce po łokcie. A ty… - Spojrzała krytycznie na wiedźmę. - Niech ktoś ją zabierze do psychiatry.
-Ale ja naprawdę byłam kucykiem. - Zawyła Jinx, kiedy Blitzcrank i Nautilus złapali ją za ręce i wyciągali z sali. - Miałam niebieską grzywę… i biegałam… i odgłos…
Jej krzyki dało się słyszeć jeszcze przez długi czas.
-Koniec apelu. Rozejść się. - Zarządziła Lux i spojrzała w notatki. Kiedy zauważyła, że piątka "kucyków" nie odchodzi, spojrzała na nich. - Nie. Nie uwierzę w kucyki, boginie i tęczowe grzywy. Znikajcie.
Piątka rozeszła się. I mimo iż ich relacje nie uległy drastycznej zmianie to coś było inaczej. Vi już nie tłukła Jinx czym popadnie, Katarina oszczędzała rękę na twarzy Garena, a Gangplank przepuszczał Miss Fortune w drzwiach. Mała zmiana, ale dała się zauważyć. I czyż kucyki nie są pomocne?


~A co do tytułu, to aby zbudować napięcie nie podałam prawdziwego. Oryginalnie opowiadanie nosi tytuł "League of Ponies"~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz