niedziela, 3 sierpnia 2014

Opowiadanie #1: Ruda wściekłość

Wszyscy zerwali się z łóżek wraz z pierwszym alarmem. Każdy z ekscytacją ubrał się i zebrał swój podstawowy ekwipunek i stanął przy wejściu do swojego boksu. Głos oznajmiła, że znaleziono grę. Zadowoleni bohaterowie aż rwali się do walki i z niecierpliwieniem czekali, aż Głos wypowie ich imię i będą mogli opuścić swoją klatkę. Amumu, zanim dotarło do niego, że gra zaraz się zacznie, został zablokowany, a jego entuzjazm został zgaszony tuż w zarodku. Usiadł w wytartym kącie klatki, a na tynku wyskrobał już siedemdziesiątą trzecią kreskę oznaczającą kolejny mecz kozy, po czym zaczął cichutko łkać i poprawiać swoje bandaże. Anivia po zablokowaniu zwinęła się w kłębek i zamieniła w lodowe jajko. Yasuo kataną zaczął ciąć znajdujące się przed nim pole siłowe, klnąc siarczyście po japońsku i angielsku naprzemiennie.

Zostało jeszcze czterdzieści sekund, a On jeszcze nie zdecydował, skazując swoich bohaterów na katusze wyczekiwania. Ona nawet nie spodziewała się, że Głos wywoła właśnie ją. Dlatego, gdy pole siłowe znikło, a ona upadła tyłkiem na zimną posadzkę korytarza, była co najmniej zaskoczona. Zerwała się szybko i porwawszy swoją broń, podbiegła do ściany z runami i specjalizacjami, by wybrać odpowiednie.  Potem przydzielono jej dwa zaklęcia. Podskoczyła do szafy i z rozczarowaniem stwierdziła, że nie ma żadnych nowych talonów pozwalających jej na zmianę wyglądu podczas walki. Wskoczyła na podest i pomachała wszystkim na odchodnym. Spojrzała w górę i zamknęła oczy w oczekiwaniu na ciepły promień, który ją stąd zabierze.
Ciepło po jej ciele zaczęło stopniowo rozlewać się, sprawiając, że poczuła się jak w jej domu w Noxus. Kiedy wreszcie otworzyła powieki, znalazła się w Nicości. Po jej lewej stał Darius z wielkim toporem na ramieniu i wiecznie śmierdzący Dr Mundo oraz upadły anioł Morgana, a po jej prawej śliniący się na jej widok Draven. Zerknęła na drugą stronę i z irytacją stwierdziła, że we wrogiej drużynie walczy Garen. Zagryzła wargi i nawet nie zwyzywała go, gdy puścił do niej oczko i przyjaźnie uśmiechnął się. Odwróciła się, zamiatając swoimi długimi, rudymi włosami powietrze i założyła ręce na piersiach.
- Zrozumiałaś, dziewczyno? - usłyszała i zadarła głowę. - Skup się – warknął Darius i zerknął w bok. - I nie gap się na niego – wziął w dłonie jej głowę i spojrzał prosto w oczy swej rozmówczyni. - Katarina, czy ty wiesz, co masz robić?
- Eee… Góra?
- Idziesz na środek, jak zwykle! - krzyknął. - O bogowie! Jak wszystkim po kolei będę musiał mówić, co mają robić, to przegramy mecz, zanim go zaczniemy!
- Nie irytuj się, stary, bo ci żyłka pęknie – Draven klepnął go w ramię na tyle mocno, by Darius zatoczył się do przodu. - Damy radę, nie?
Po Nicości rozległ się gong. Każdy ustawił się przy niebieskiej linii i ostatni raz zerknął na drużynę rywala. Katarina nerwowo zaciskała pięści za każdym razem, gdy Garen ośmielił się na nią spojrzeć.
Niebieski promień zabrał ich na Bazę. Wszyscy członkowie drużyny rzucili się na biednego sprzedawcę. Katarina, zanim ruszyła się z miejsca, zerknęła na nędzną zawartość swojej sakiewki i oparłszy się biodrem o Nexus mieniący się nieprzyjemnie niebieskim światłem poczekała, aż wszyscy udadzą się na swoje linie. Zakupiła potrzebne jej przedmioty i udała się na środkowy front. Ustawiła Totem w zaroślach rosnących nieopodal wieży i przykucnęła obok niego w oczekiwaniu na Sługusów przeciwnika. Dobyła sztyletu, kiedy Głos oznajmiła, że pojawiły się stwory i skoczyła na pierwszego, który pojawił się na linii. Po zabiciu go zabrała mu sakiewkę, a jej zawartość dosypała do swojej.
Na horyzoncie pojawili się pierwsi przeciwnicy. Jarvan odbił przy pierwszej okazji i zatopił się w zaroślach rosnącej dookoła groźnej dżungli, a Lux stanęła obok swojej, fioletowej wieży. Katarina była doskonale przeświadczona o swoich umiejętnościach i skoczyła na blondynkę, kiedy ta stała do niej plecami. Lux udało się zrzucić rywalkę z pleców i zaatakować na tyle mocno, by zmusić ją do odwrotu. Ruda napastniczka zużyła dwie mikstury i wróciła na pole walki. Zaatakowała na tyle szybko, by prawie zabić swoją pierwszą ofiarę, ale nie była w stanie równie szybko uciec przed niespodziewanym atakiem Jarvana IV. Zginęłaby, gdyby nie ukochana wieża. Po raz pierwszy w starciu użyła zaklęcia Powrotu. Zanim znalazła się na podeście zerknęła jeszcze na zadowolonych z siebie przeciwników. Wiedziała, że nie może pozwolić dać sobie za wygraną.
Zakupiła potrzebne jej przedmioty i zanim wróciła na swoją linię, sprzedała Dr Mundo cios w policzek za to, że nie pomógł jej kiedy widział, że ona ma kłopoty. Tym razem czuła jego śmierdzący oddech na swoich plecach do momentu, w którym pieszczotliwie wbiła mu sztylet w udo i kazała wrócić mu do dżungli. Zanim natrafił się dogodny moment, by znów zaatakować Lux, zdążyła zabić fioletowych Sługusów i zdobyć trochę złota na jej wydatki. Kiedy zabiła już wszystkich, a jej liniowej oponentki nie było w pobliżu, wraz ze swoim Sługusami zaatakowała wieżę.
Atak nie trwał zbyt długo. Lux zaatakowała swoim promieniem świetlnym znienacka, zadając jej duże obrażenia. Katarina skoczyła na nią i zaczęła dźgać ją dużymi nożami, nie robiąc jej zbyt dużej krzywdy. Rzuciła w nią trzema sztyletami, kiedy za plecami Lux jak spod ziemi wyrósł Jarvan. Ostrza powędrowały także do niego, co dało jej małą przewagę w ucieczce. Słyszała ich krzyki, a nawet nieliczne przekleństwa miotane w jej stronę z naprawdę małej odległości. Sięgnęła za pazuchę i sięgnęła po karty z zaklęciami.
- Gdzie ten przeklęty… - warknęła, kiedy zaplątała się we własnej kieszeni.  - Jest! - spojrzała na kartę i użyła Doskoku. - Nara, frajerzy! - Zwołała i bardzo wysoko przeskoczyła ponad najbliższymi zaroślami.
Wylądowała na piekielnie kurzącej się ziemi i zakaszlała pod wpływem wzbitych w powietrze tumanów kurzu. Rozejrzała się nerwowo dookoła. Okrągły, łysy placek ziemi wśród gęstych zarośli, kątem oka zauważyła tabliczkę z namalowaną na niej niebieską farbą czaszką.
- Leże wilków – stwierdziła po wstępnych oględzinach. - Puste? - zmarszczyła brwi.
- Ano puste, uprzedziłem cię, ślicznotko.
Katarina odwróciła się na pięcie o sto osiemdziesiąt stopni i spojrzała w miejsce, z którego dobiegał zbyt dobrze znajomy jej głos.
Z cienia wyłonił się zadowolony z siebie Garen. Idąc z założonymi rękami i mieczem na plecach pokazywał swoją bierność. Katarina złapała za sztylety.
- Spokojnie, ślicznotko – powiedział, ale sam sięgnął do rękojeści swojej broni. - Nie mam ochoty na walkę z tobą.
Garen pozwolił sobie na śliczny i szczery uśmiech. W oczekiwaniu na reakcję zakręcił młynek z lewej. Katarina zaczęła obchodzić go półokręgiem gotowa w każdej chwili na atak.
- No dawaj, cieniasie, atakuj – warknęła wyzywająco po minucie. - Co jest? Boisz się, złamasie, że sprzedam ci wpierdol?
- Tylko nie cieniasie – odparł Garen i z okrzykiem ruszył na przeciwniczkę.
Katarina nie pozwoliła mu długo czekać na swoją reakcję. Wiedziała, że z rozpędzonym czołgiem nie ma co się mierzyć, dlatego wykonała zgrabny unik, jednakże nie spodziewała się, że jej rywal jest równie szybki. Kiedy rycerz widział, że Katarina wykona unik, chlasnął ją prostym ciosem przez plecy, zostawiając na nich płytką bruzdę. Dziewczyna wywinęła się i rzuciła w niego sztyletami, które raniły go w policzek i ramię. Garen wściekle i z wielką siłą machnął klingą dookoła siebie. Gdy wykonał pełny obrót zatrzymał się, a na jego mieczu wylądował nie kto inny jak Katarina. Puściła do niego oczko i pospiesznie zeskoczyła. Doskoczyła do niego, ale Garen zasłonił się tarczą. Odepchnął ją silnym uderzeniem miecza w ziemię. Zanim dziewczyna znów pojawiła się przed nim, on wykonał swój najsilniejszy atak i uderzył w ziemię z taką siłą, że jakimś nieopisanym cudem podbił Katarinę w górę. Wyskoczył za nią i z wielką siłą ściągnął na ziemię, rzucając ją na drzewo. Zabójczyni osunęła się po konarze, a przed jej oczami zatańczyła cała galaktyka.
Kiedy wstępne zamroczenie znikło, otworzyła oczy i podniosła głowę do góry. Nieprzytomnym wzrokiem spojrzała na Garena, który ze starcia wyszedł jedynie z kilkoma niegroźnymi ranami. Klęczał przed nią i spod przymrużonych powiek przyglądał się jej przerażonej twarzy.
- I co, maleńka? Kto tu teraz jest złamasem? - szarpnął jej włosami do tyłu i uderzył jej potylicą  o konar drzewa. - No kto?!
Katarina zacisnęła szczęki i obdarzyła go gniewnym spojrzeniem. Splunęła na niego śliną wymieszaną z krwią. Lub raczej krwią wymieszaną ze śliną.
- Pieprz się, zła-ma-sie – wysylabizowała i wyszczerzyła zęby, upodabniając się do wilka.
- Już po tobie – wstał i przystawił do jej gardła koniec miecza. - Pożegnaj się z życiem, zdziro. Jakieś ostatnie słowo?
- Podziękuj siostrze za info, cieniasie.
Garen szybkim pociągnięciem podciął dziewczynie gardło i pozwolił, aby jej krew obryzgała jego miecz i buty.
Obudziła się, kiedy Baza przywróciła jej niezbędne siły życiowe. Zastanawiała się, kto ją przeniósł. Darius? A może Draven? Miałby okazję ją pomacać. Poczekała chwilę, aż odzyska wszystkie siły i szturmem ruszyła na sklep. Przerażony sklepikarz dał jej wszystko, o co poprosiła, nawet dostała małą zniżkę. Kiedy zbierała swoje nowe nabytki, obok niej pojawiła się dostojna i jak zwykle spokojna Morgana. Spojrzała na nią krytycznym wzrokiem i pokręciła głową.
- Fego? - zapytała Katarina, wiążąc rzemyki swojego karwasza. - Maf jakif… - skończyła mocować się z linkami i splunęła w bok, pozbywając się resztek brudu z języka. - Masz jakiś problem?
- Nie – odparła spokojnie i odebrała od sprzedawcy swoje przedmioty. - Ale widzę, że ty masz?
- Gdzie jest Garen? - zapytała, jeszcze nie nerwowo.
- Nie wiem – Morgana wzruszyła ramionami i skierowała w swoją stronę.
- Gdzie on jest?! - zapytała Katarina jeszcze raz, nieco mniej uprzejmie, szarpiąc koleżankę z drużyny za ramię. - Umarłaś później niż ja, musiałaś go widzieć!
- Ostatnio był na górnej linii, ale nie jestem pewna – odpowiedziała szybko, ze strachem w oczach.
- No! Jak chcesz, laska, to gadasz.
Ruda zabójczyni zastukała obcasami swoich nowych butów i pognała na górną linię. Wykorzystując siłę rozpędu, przedarła się między Dariusem i Dr Mundo, wyprzedzając ich. Zostawiła za sobą jedynie tumany kurzu.
- Gdzie leziesz?! Wracaj na swoją linię! - Ryknął za nią Darius, ale nie doczekał się reakcji.
- A ona gdzie poleciała? - zapytał zaskoczony Mundo.
- A skąd mam wiedzieć? Jak chce wariatka oddać im zabójstwo to niech idzie. Przecież wiesz, że z takimi nie ma co nawet…
- Dwa trupy! - oznajmiła podniośle Głos, a na niebie pojawiła się twarz Katariny, która przed chwilą zabiła Jarvana i Vayne.
- …gadać… a co oni tam robili?!
- A co cię to, kretynie, obchodzi. Ważne, że ich załatwiłam – powiedziała Katarina do siebie, kiedy usłyszała ich, przebiegając przez zarośla dżungli.
Pojawiła się na środkowej linii. Lux w najlepsze właśnie atakowała wieżę. Zabójczyni nie zastanawiała się długo. Wskoczyła przeciwniczce na plecy i cięła symetrycznie wzdłuż kręgosłupa zaczynając od łopatek, a kończąc na odcinku lędźwiowym. Zanim blondynka złapała swoją laskę w drugą rękę, Katarina wyrwała jej broń i złamała, uderzając o kolano. Popatrzyła na Lux z obrzydzeniem i kiedy ta była skulona, kopnęła ją w twarz, a potem obcasem buta uderzyła w skroń sprawiając, że bezradna czarodziejka upadła na ziemię. Katarina złapała ją za kołnierz i ciągnąc po ziemi, podciągnęła pod wieżę. Podniosła ją i przycisnęła do kamienia. Lux co rusz wyła z bólu, kiedy wieża uderzała w nią.
- Gdzie on jest?! - zapytała Katarina, a w oczach miała jedynie pustkę.
- Kto?
- Twój pieprzony braciszek! - Rąbnęła jej głową o wieżę i potrząsnęła umierającym ciałem.
- Nie…wiem – Lux zaniosła się kaszlem, a Katarina kątem oka dostrzegła Sonę. Szybko dobiła blondynkę i ruszyła na uciekającą dziewczynę.
Katarina odbiła się od drzewa i wskoczyła na organy Sony, ściągając je na ziemię. Twardo zatańczyła na nich taniec, którego niedawno nauczył ją Vladimir i wgniotła instrument i jedyną broń Sony w ziemię. Dziewczyna w niebieskich kucykach zaczęła uciekać z piskiem.
- Nie uciekniesz, mała suko. - Katarina użyła Podpalenia, by zając szaty niebieskowłosej piękności przerażającym płomieniem w jednym, osiągniętym przez nią celu.
Sona zaczęła piszczeć i skakać w miejscu, udeptując swoją suknię, przy czym wydawała niemożliwie wysokie tony głosu. Ruda mścicielka rzuciła w nią sztyletami i o mało nie pozbawiła ją życia. Zanim prawie martwa dziewczyna doszczętnie zajęła się ogniem, Katarina podeszła do niej i przystawiła do gardła nóż.
- Jeśli powiesz mi gdzie jest Garen, ukrócę twoje cierpienia.
- Ale nie wiem, gdzie on jest! - wrzasnęła rozpaczliwie Sona.
- To nie wiedz sobie dalej.
Zabójczyni odeszła w towarzystwie agonalnych krzyków i jęków swojej czwartej ofiary. Kiedy Głos oznajmiła czterokrotne zabójstwo, Katarina zaczęła biec przed siebie. Stanęła jak wryta, gdy biegnąc na wrogi inhibitor zauważyła cień, który przemknął po jej lewej. Po chwili cień wystawił na światło swój wielki miecz, który niemalże ją oślepił. Dziewczyna nie musiała się długo zastanawiać. Wyskoczyła i w locie zaczęła się obracać, miotając w swoją ofiarę wszystko, co miała pod ręką. Wylądowała, wykonując piękne salto, na najeżonym ciele Garena. Nim wydał swe ostatnie tchnienie, odwróciła go do siebie.
- I po co się ze mną kłócisz, kochanie? Jak ci mówię, że jesteś złamasem, to jesteś, jasne?!
- Ktoś ci mówił, że z wściekłością ci do twarzy? - Spytał, nim zabójczyni wbiła mu w pierś nóż.
- PENTAKILL!!! - zawyła Głos radośnie, a ona usłyszała wiwaty swoich kamratów.
- Srenta, kurwa – wyszarpała ostrze z ciała Garena i mijając bramę ustawiła się pod Bazą.
Nim wieże bramy zdążyły ją wykończyć, ona zabiła jeszcze dopiero co odrodzonego Jarvana i Sonę, potem rzuciła się na Vayne, a Garenowi posłała kilka swoich zabawek. Nim zginęła, wbiła noże w kryształ filetowego Neksusa, powodując jego wybuch.

***

- Nie uważasz, że zbyt ostro pograłaś w ostatnim meczu?
Znużona Katarina zerknęła na Ahri spod rzęs i podniosła miskę ze swoim praniem. Postawiła ją na pralce i odwróciła się do lisicy.
- Niby dlaczego? Zwycięstwo to zwycięstwo.
Ahri spojrzała na nadrukowany na czarną, wyciągniętą koszulkę napis „mid or feed” rozciągający się na piersiach koleżanki i uniosła brew.
- Widziałaś swoje statystyki? W ostatnim meczu siedemnaście jeden i cztery asysty, w dodatku zdobyłaś PentaKill. Jesteś chyba najlepsza w całym sezonie z nas wszystkich.
- Aż czterech zabójstw mi nie zaliczyli? Muszę być szybsza na następny raz…
- Katarina!
- No co? - Złapała za swoją bluzkę i drewnianymi spinaczami przypięła ją do sznurka na bieliznę. - Ostatni mecz był niezły a w dodatku ta penta. Uważam, że nieźle.
- Oczywiście, że nieźle, ale nie w tym stylu, Kat. Widziałam cały mecz na ekranie. Po tym, jak Garen cię załatwił, wściekłaś się i w odwecie wymordowałaś całą jego drużynę. Dlaczego?
- Sorry, taka gra – ruda dziewczyna wzruszyła ramionami i przypięła do sznurka swój biustonosz.
- Ta jasne. Ej – zaczęła wskoczywszy na pralkę. - A dlaczego wtedy zabiłaś Garena na końcu? I to w takim pięknym stylu? Godząc w samo serce?
- Bo sobie zasłużył. Jest głupi i tyle – odparła opryskliwie i zacisnęła palce na sznurku.
- Hm… a może on ci się po prostu podoba, co? - Zapytała Ahri dociekliwie i zmrużyła oczy.
- Że co?! - Katarina odgarnęła wiszące rzeczy i pojawiła się między mrocznymi szatami Karthusa, a zasikanym prześcieradłem Annie. - Żartujesz? On? - Katarina obciągnęła swoje spodenki i trzęsącymi rękami złapała swoją kurtkę. Chciała ją przywiesić, ale spinacze w magiczny sposób zaczęły uciekać. - On jest głupim, wielkim, tępym mięśniakiem z małym móżdżkiem i jeszcze mniejszym… interesem. Gdzie on do mnie? Nie dorasta mi do piet. Jest głupi, wstrętny i…
- Słodki?
- Nie! Nie lubię go i mi się nie podoba!
Do tej pory leżąca na pralce i machająca nogami Ahri zeskoczyła i założyła ręce na piersiach, przyjemnie marszcząc materiał białej sukienki na biuście. Zmrużyła powieki i uśmiechnęła się szeroko, nie pokazując zębów.
- Wcale. I dlatego, że on ci się tak strasznie nie podoba, rumienisz się za każdym razem, gdy o nim mówisz?
- Nie! On jest głupi! I ty też!

Katarina kopnęła w pralkę na tyle mocno, by ją popsuć, a z podajnika wysypać bilony  i potłuc szybkę, i klnąc pod nosem na cały świat i Demacię za to, że wydała na świat takiego pędraka jak Garen, wróciła na górę, zostawiając Ahri ze swoim praniem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz