Wszyscy zerwali się z łóżek wraz z pierwszym alarmem. Każdy z
ekscytacją ubrał się i zebrał swój podstawowy ekwipunek i stanął przy wejściu
do swojego boksu. Głos oznajmiła, że znaleziono grę. Zadowoleni bohaterowie aż
rwali się do walki i z niecierpliwieniem czekali, aż Głos wypowie ich imię i
będą mogli opuścić swoją klatkę. Amumu, zanim dotarło do niego, że gra zaraz
się zacznie, został zablokowany, a jego entuzjazm został zgaszony tuż w
zarodku. Usiadł w wytartym kącie klatki, a na tynku wyskrobał już siedemdziesiątą
trzecią kreskę oznaczającą kolejny mecz kozy, po czym zaczął cichutko łkać i
poprawiać swoje bandaże. Anivia po zablokowaniu zwinęła się w kłębek i
zamieniła w lodowe jajko. Yasuo kataną zaczął ciąć znajdujące się przed nim
pole siłowe, klnąc siarczyście po japońsku i angielsku naprzemiennie.
Zostało jeszcze czterdzieści sekund, a On jeszcze nie zdecydował, skazując swoich bohaterów na katusze wyczekiwania. Ona nawet nie spodziewała się, że Głos wywoła właśnie ją. Dlatego, gdy pole siłowe znikło, a ona upadła tyłkiem na zimną posadzkę korytarza, była co najmniej zaskoczona. Zerwała się szybko i porwawszy swoją broń, podbiegła do ściany z runami i specjalizacjami, by wybrać odpowiednie. Potem przydzielono jej dwa zaklęcia. Podskoczyła do szafy i z rozczarowaniem stwierdziła, że nie ma żadnych nowych talonów pozwalających jej na zmianę wyglądu podczas walki. Wskoczyła na podest i pomachała wszystkim na odchodnym. Spojrzała w górę i zamknęła oczy w oczekiwaniu na ciepły promień, który ją stąd zabierze.
Ciepło po jej ciele zaczęło stopniowo rozlewać się, sprawiając, że
poczuła się jak w jej domu w Noxus. Kiedy wreszcie otworzyła powieki, znalazła
się w Nicości. Po jej lewej stał Darius z wielkim toporem na ramieniu i
wiecznie śmierdzący Dr Mundo oraz upadły anioł Morgana, a po jej prawej
śliniący się na jej widok Draven. Zerknęła na drugą stronę i z irytacją
stwierdziła, że we wrogiej drużynie walczy Garen. Zagryzła wargi i nawet nie
zwyzywała go, gdy puścił do niej oczko i przyjaźnie uśmiechnął się. Odwróciła
się, zamiatając swoimi długimi, rudymi włosami powietrze i założyła ręce na
piersiach.
- Zrozumiałaś, dziewczyno? - usłyszała i zadarła głowę. - Skup się –
warknął Darius i zerknął w bok. - I nie gap się na niego – wziął w dłonie jej głowę
i spojrzał prosto w oczy swej rozmówczyni. - Katarina, czy ty wiesz, co masz
robić?
- Eee… Góra?
- Idziesz na środek, jak zwykle! - krzyknął. - O bogowie! Jak wszystkim
po kolei będę musiał mówić, co mają robić, to przegramy mecz, zanim go
zaczniemy!
- Nie irytuj się, stary, bo ci żyłka pęknie – Draven klepnął go w ramię
na tyle mocno, by Darius zatoczył się do przodu. - Damy radę, nie?
Po Nicości rozległ się gong. Każdy ustawił się przy niebieskiej linii i
ostatni raz zerknął na drużynę rywala. Katarina nerwowo zaciskała pięści za
każdym razem, gdy Garen ośmielił się na nią spojrzeć.
Niebieski promień zabrał ich na Bazę. Wszyscy członkowie drużyny
rzucili się na biednego sprzedawcę. Katarina, zanim ruszyła się z miejsca,
zerknęła na nędzną zawartość swojej sakiewki i oparłszy się biodrem o Nexus
mieniący się nieprzyjemnie niebieskim światłem poczekała, aż wszyscy udadzą się
na swoje linie. Zakupiła potrzebne jej przedmioty i udała się na środkowy
front. Ustawiła Totem w zaroślach rosnących nieopodal wieży i przykucnęła obok
niego w oczekiwaniu na Sługusów przeciwnika. Dobyła sztyletu, kiedy Głos
oznajmiła, że pojawiły się stwory i skoczyła na pierwszego, który pojawił się
na linii. Po zabiciu go zabrała mu sakiewkę, a jej zawartość dosypała do
swojej.
Na horyzoncie pojawili się pierwsi przeciwnicy. Jarvan odbił przy
pierwszej okazji i zatopił się w zaroślach rosnącej dookoła groźnej dżungli, a
Lux stanęła obok swojej, fioletowej wieży. Katarina była doskonale
przeświadczona o swoich umiejętnościach i skoczyła na blondynkę, kiedy ta stała
do niej plecami. Lux udało się zrzucić rywalkę z pleców i zaatakować na tyle
mocno, by zmusić ją do odwrotu. Ruda napastniczka zużyła dwie mikstury i
wróciła na pole walki. Zaatakowała na tyle szybko, by prawie zabić swoją
pierwszą ofiarę, ale nie była w stanie równie szybko uciec przed
niespodziewanym atakiem Jarvana IV. Zginęłaby, gdyby nie ukochana wieża. Po raz
pierwszy w starciu użyła zaklęcia Powrotu. Zanim znalazła się na podeście
zerknęła jeszcze na zadowolonych z siebie przeciwników. Wiedziała, że nie może
pozwolić dać sobie za wygraną.
Zakupiła potrzebne jej przedmioty i zanim wróciła na swoją linię,
sprzedała Dr Mundo cios w policzek za to, że nie pomógł jej kiedy widział, że
ona ma kłopoty. Tym razem czuła jego śmierdzący oddech na swoich plecach do
momentu, w którym pieszczotliwie wbiła mu sztylet w udo i kazała wrócić mu do
dżungli. Zanim natrafił się dogodny moment, by znów zaatakować Lux, zdążyła
zabić fioletowych Sługusów i zdobyć trochę złota na jej wydatki. Kiedy zabiła
już wszystkich, a jej liniowej oponentki nie było w pobliżu, wraz ze swoim
Sługusami zaatakowała wieżę.
Atak nie trwał zbyt długo. Lux zaatakowała swoim promieniem świetlnym
znienacka, zadając jej duże obrażenia. Katarina skoczyła na nią i zaczęła dźgać
ją dużymi nożami, nie robiąc jej zbyt dużej krzywdy. Rzuciła w nią trzema
sztyletami, kiedy za plecami Lux jak spod ziemi wyrósł Jarvan. Ostrza
powędrowały także do niego, co dało jej małą przewagę w ucieczce. Słyszała ich
krzyki, a nawet nieliczne przekleństwa miotane w jej stronę z naprawdę małej
odległości. Sięgnęła za pazuchę i sięgnęła po karty z zaklęciami.
- Gdzie ten przeklęty… - warknęła, kiedy zaplątała się we własnej
kieszeni. - Jest! - spojrzała na kartę i
użyła Doskoku. - Nara, frajerzy! - Zwołała i bardzo wysoko przeskoczyła ponad
najbliższymi zaroślami.
Wylądowała na piekielnie kurzącej się ziemi i zakaszlała pod wpływem
wzbitych w powietrze tumanów kurzu. Rozejrzała się nerwowo dookoła. Okrągły,
łysy placek ziemi wśród gęstych zarośli, kątem oka zauważyła tabliczkę z
namalowaną na niej niebieską farbą czaszką.
- Leże wilków – stwierdziła po wstępnych oględzinach. - Puste? -
zmarszczyła brwi.
- Ano puste, uprzedziłem cię, ślicznotko.
Katarina odwróciła się na pięcie o sto osiemdziesiąt stopni i spojrzała
w miejsce, z którego dobiegał zbyt dobrze znajomy jej głos.
Z cienia wyłonił się zadowolony z siebie Garen. Idąc z założonymi
rękami i mieczem na plecach pokazywał swoją bierność. Katarina złapała za
sztylety.
- Spokojnie, ślicznotko – powiedział, ale sam sięgnął do rękojeści
swojej broni. - Nie mam ochoty na walkę z tobą.
Garen pozwolił sobie na śliczny i szczery uśmiech. W oczekiwaniu na
reakcję zakręcił młynek z lewej. Katarina zaczęła obchodzić go półokręgiem
gotowa w każdej chwili na atak.
- No dawaj, cieniasie, atakuj – warknęła wyzywająco po minucie. - Co
jest? Boisz się, złamasie, że sprzedam ci wpierdol?
- Tylko nie cieniasie – odparł Garen i z okrzykiem ruszył na
przeciwniczkę.
Katarina nie pozwoliła mu długo czekać na swoją reakcję. Wiedziała, że
z rozpędzonym czołgiem nie ma co się mierzyć, dlatego wykonała zgrabny unik,
jednakże nie spodziewała się, że jej rywal jest równie szybki. Kiedy rycerz
widział, że Katarina wykona unik, chlasnął ją prostym ciosem przez plecy, zostawiając
na nich płytką bruzdę. Dziewczyna wywinęła się i rzuciła w niego sztyletami,
które raniły go w policzek i ramię. Garen wściekle i z wielką siłą machnął
klingą dookoła siebie. Gdy wykonał pełny obrót zatrzymał się, a na jego mieczu
wylądował nie kto inny jak Katarina. Puściła do niego oczko i pospiesznie
zeskoczyła. Doskoczyła do niego, ale Garen zasłonił się tarczą. Odepchnął ją
silnym uderzeniem miecza w ziemię. Zanim dziewczyna znów pojawiła się przed
nim, on wykonał swój najsilniejszy atak i uderzył w ziemię z taką siłą, że
jakimś nieopisanym cudem podbił Katarinę w górę. Wyskoczył za nią i z wielką
siłą ściągnął na ziemię, rzucając ją na drzewo. Zabójczyni osunęła się po
konarze, a przed jej oczami zatańczyła cała galaktyka.
Kiedy wstępne zamroczenie znikło, otworzyła oczy i podniosła głowę do
góry. Nieprzytomnym wzrokiem spojrzała na Garena, który ze starcia wyszedł
jedynie z kilkoma niegroźnymi ranami. Klęczał przed nią i spod przymrużonych
powiek przyglądał się jej przerażonej twarzy.
- I co, maleńka? Kto tu teraz jest złamasem? - szarpnął jej włosami do
tyłu i uderzył jej potylicą o konar
drzewa. - No kto?!
Katarina zacisnęła szczęki i obdarzyła go gniewnym spojrzeniem.
Splunęła na niego śliną wymieszaną z krwią. Lub raczej krwią wymieszaną ze
śliną.
- Pieprz się, zła-ma-sie – wysylabizowała i wyszczerzyła zęby,
upodabniając się do wilka.
- Już po tobie – wstał i przystawił do jej gardła koniec miecza. -
Pożegnaj się z życiem, zdziro. Jakieś ostatnie słowo?
- Podziękuj siostrze za info, cieniasie.
Garen szybkim pociągnięciem podciął dziewczynie gardło i pozwolił, aby
jej krew obryzgała jego miecz i buty.
Obudziła się, kiedy Baza przywróciła jej niezbędne siły życiowe.
Zastanawiała się, kto ją przeniósł. Darius? A może Draven? Miałby okazję ją
pomacać. Poczekała chwilę, aż odzyska wszystkie siły i szturmem ruszyła na
sklep. Przerażony sklepikarz dał jej wszystko, o co poprosiła, nawet dostała
małą zniżkę. Kiedy zbierała swoje nowe nabytki, obok niej pojawiła się dostojna
i jak zwykle spokojna Morgana. Spojrzała na nią krytycznym wzrokiem i pokręciła
głową.
- Fego? - zapytała Katarina, wiążąc rzemyki swojego karwasza. - Maf
jakif… - skończyła mocować się z linkami i splunęła w bok, pozbywając się
resztek brudu z języka. - Masz jakiś problem?
- Nie – odparła spokojnie i odebrała od sprzedawcy swoje przedmioty. -
Ale widzę, że ty masz?
- Gdzie jest Garen? - zapytała, jeszcze nie nerwowo.
- Nie wiem – Morgana wzruszyła ramionami i skierowała w swoją stronę.
- Gdzie on jest?! - zapytała Katarina jeszcze raz, nieco mniej
uprzejmie, szarpiąc koleżankę z drużyny za ramię. - Umarłaś później niż ja,
musiałaś go widzieć!
- Ostatnio był na górnej linii, ale nie jestem pewna – odpowiedziała
szybko, ze strachem w oczach.
- No! Jak chcesz, laska, to gadasz.
Ruda zabójczyni zastukała obcasami swoich nowych butów i pognała na
górną linię. Wykorzystując siłę rozpędu, przedarła się między Dariusem i Dr
Mundo, wyprzedzając ich. Zostawiła za sobą jedynie tumany kurzu.
- Gdzie leziesz?! Wracaj na swoją linię! - Ryknął za nią Darius, ale
nie doczekał się reakcji.
- A ona gdzie poleciała? - zapytał zaskoczony Mundo.
- A skąd mam wiedzieć? Jak chce wariatka oddać im zabójstwo to niech
idzie. Przecież wiesz, że z takimi nie ma co nawet…
- Dwa trupy! - oznajmiła podniośle Głos, a na niebie pojawiła się twarz
Katariny, która przed chwilą zabiła Jarvana i Vayne.
- …gadać… a co oni tam robili?!
- A co cię to, kretynie, obchodzi. Ważne, że ich załatwiłam –
powiedziała Katarina do siebie, kiedy usłyszała ich, przebiegając przez zarośla
dżungli.
Pojawiła się na środkowej linii. Lux w najlepsze właśnie atakowała
wieżę. Zabójczyni nie zastanawiała się długo. Wskoczyła przeciwniczce na plecy
i cięła symetrycznie wzdłuż kręgosłupa zaczynając od łopatek, a kończąc na
odcinku lędźwiowym. Zanim blondynka złapała swoją laskę w drugą rękę, Katarina
wyrwała jej broń i złamała, uderzając o kolano. Popatrzyła na Lux z
obrzydzeniem i kiedy ta była skulona, kopnęła ją w twarz, a potem obcasem buta
uderzyła w skroń sprawiając, że bezradna czarodziejka upadła na ziemię.
Katarina złapała ją za kołnierz i ciągnąc po ziemi, podciągnęła pod wieżę.
Podniosła ją i przycisnęła do kamienia. Lux co rusz wyła z bólu, kiedy wieża
uderzała w nią.
- Gdzie on jest?! - zapytała Katarina, a w oczach miała jedynie pustkę.
- Kto?
- Twój pieprzony braciszek! - Rąbnęła jej głową o wieżę i potrząsnęła
umierającym ciałem.
- Nie…wiem – Lux zaniosła się kaszlem, a Katarina kątem oka dostrzegła
Sonę. Szybko dobiła blondynkę i ruszyła na uciekającą dziewczynę.
Katarina odbiła się od drzewa i wskoczyła na organy Sony, ściągając je
na ziemię. Twardo zatańczyła na nich taniec, którego niedawno nauczył ją
Vladimir i wgniotła instrument i jedyną broń Sony w ziemię. Dziewczyna w
niebieskich kucykach zaczęła uciekać z piskiem.
- Nie uciekniesz, mała suko. - Katarina użyła Podpalenia, by zając
szaty niebieskowłosej piękności przerażającym płomieniem w jednym, osiągniętym
przez nią celu.
Sona zaczęła piszczeć i skakać w miejscu, udeptując swoją suknię, przy
czym wydawała niemożliwie wysokie tony głosu. Ruda mścicielka rzuciła w nią
sztyletami i o mało nie pozbawiła ją życia. Zanim prawie martwa dziewczyna
doszczętnie zajęła się ogniem, Katarina podeszła do niej i przystawiła do
gardła nóż.
- Jeśli powiesz mi gdzie jest Garen, ukrócę twoje cierpienia.
- Ale nie wiem, gdzie on jest! - wrzasnęła rozpaczliwie Sona.
- To nie wiedz sobie dalej.
Zabójczyni odeszła w towarzystwie agonalnych krzyków i jęków swojej
czwartej ofiary. Kiedy Głos oznajmiła czterokrotne zabójstwo, Katarina zaczęła
biec przed siebie. Stanęła jak wryta, gdy biegnąc na wrogi inhibitor zauważyła
cień, który przemknął po jej lewej. Po chwili cień wystawił na światło swój
wielki miecz, który niemalże ją oślepił. Dziewczyna nie musiała się długo
zastanawiać. Wyskoczyła i w locie zaczęła się obracać, miotając w swoją ofiarę
wszystko, co miała pod ręką. Wylądowała, wykonując piękne salto, na najeżonym
ciele Garena. Nim wydał swe ostatnie tchnienie, odwróciła go do siebie.
- I po co się ze mną kłócisz, kochanie? Jak ci mówię, że jesteś
złamasem, to jesteś, jasne?!
- Ktoś ci mówił, że z wściekłością ci do twarzy? - Spytał, nim
zabójczyni wbiła mu w pierś nóż.
- PENTAKILL!!! - zawyła Głos radośnie, a ona usłyszała wiwaty swoich
kamratów.
- Srenta, kurwa – wyszarpała ostrze z ciała Garena i mijając bramę
ustawiła się pod Bazą.
Nim wieże bramy zdążyły ją wykończyć, ona zabiła jeszcze dopiero co
odrodzonego Jarvana i Sonę, potem rzuciła się na Vayne, a Garenowi posłała
kilka swoich zabawek. Nim zginęła, wbiła noże w kryształ filetowego Neksusa,
powodując jego wybuch.
***
- Nie uważasz, że zbyt ostro pograłaś w ostatnim meczu?
Znużona Katarina zerknęła na Ahri spod rzęs i podniosła miskę ze swoim
praniem. Postawiła ją na pralce i odwróciła się do lisicy.
- Niby dlaczego? Zwycięstwo to zwycięstwo.
Ahri spojrzała na nadrukowany na czarną, wyciągniętą koszulkę napis
„mid or feed” rozciągający się na piersiach koleżanki i uniosła brew.
- Widziałaś swoje statystyki? W ostatnim meczu siedemnaście jeden i
cztery asysty, w dodatku zdobyłaś PentaKill. Jesteś chyba najlepsza w całym
sezonie z nas wszystkich.
- Aż czterech zabójstw mi nie zaliczyli? Muszę być szybsza na następny
raz…
- Katarina!
- No co? - Złapała za swoją bluzkę i drewnianymi spinaczami przypięła
ją do sznurka na bieliznę. - Ostatni mecz był niezły a w dodatku ta penta.
Uważam, że nieźle.
- Oczywiście, że nieźle, ale nie w tym stylu, Kat. Widziałam cały mecz
na ekranie. Po tym, jak Garen cię załatwił, wściekłaś się i w odwecie
wymordowałaś całą jego drużynę. Dlaczego?
- Sorry, taka gra – ruda dziewczyna wzruszyła ramionami i przypięła do
sznurka swój biustonosz.
- Ta jasne. Ej – zaczęła wskoczywszy na pralkę. - A dlaczego wtedy
zabiłaś Garena na końcu? I to w takim pięknym stylu? Godząc w samo serce?
- Bo sobie zasłużył. Jest głupi i tyle – odparła opryskliwie i
zacisnęła palce na sznurku.
- Hm… a może on ci się po prostu podoba, co? - Zapytała Ahri
dociekliwie i zmrużyła oczy.
- Że co?! - Katarina odgarnęła wiszące rzeczy i pojawiła się między
mrocznymi szatami Karthusa, a zasikanym prześcieradłem Annie. - Żartujesz? On?
- Katarina obciągnęła swoje spodenki i trzęsącymi rękami złapała swoją kurtkę.
Chciała ją przywiesić, ale spinacze w magiczny sposób zaczęły uciekać. - On
jest głupim, wielkim, tępym mięśniakiem z małym móżdżkiem i jeszcze mniejszym…
interesem. Gdzie on do mnie? Nie dorasta mi do piet. Jest głupi, wstrętny i…
- Słodki?
- Nie! Nie lubię go i mi się nie podoba!
Do tej pory leżąca na pralce i machająca nogami Ahri zeskoczyła i
założyła ręce na piersiach, przyjemnie marszcząc materiał białej sukienki na
biuście. Zmrużyła powieki i uśmiechnęła się szeroko, nie pokazując zębów.
- Wcale. I dlatego, że on ci się tak strasznie nie podoba, rumienisz
się za każdym razem, gdy o nim mówisz?
- Nie! On jest głupi! I ty też!
Katarina kopnęła w pralkę na tyle mocno, by ją popsuć, a z podajnika
wysypać bilony i potłuc szybkę, i klnąc
pod nosem na cały świat i Demacię za to, że wydała na świat takiego pędraka jak
Garen, wróciła na górę, zostawiając Ahri ze swoim praniem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz