środa, 13 sierpnia 2014

Jedna noc...

Bohaterowie: Lux, Ezreal, Taric
Gatunek: Romans, dramat
Tagi: miłość, złamane serce, erotyka, przekleństwa, dramat
Świat: out of universe

~~~~

Niedaleko jeziora spacerowało dwoje młodych ludzi. Dziewczyna była niewysoka, a jej blond włosy sięgały ramion. Swoimi dużymi, niebieskimi jak tafla wody oczami wpatrywała się w swojego towarzysza. Chłopak był niewiele wyższy od niej, włosy miał równie złote co kłosy pszenicy na pobliskim polu. Jego wzrok błądził po horyzoncie, a myśli goniły w swoim tempie. Widać było, że nie przejmuje się tym, co mówi do niego blondynka. W końcu zatrzymał się i odwrócił do rozmówczyni. Spojrzał głęboko w jej oczy, a ta wydawała się szczęśliwsza niż kiedykolwiek w życiu. W jego oczach kryło się uczucie, które stopiłoby nie jeden lodowiec. Wziął twarz dziewczyny w dłonie i lekko się uśmiechnął.

-Gdybym powiedział teraz, że cię kocham, to co byś odpowiedziała?
0Że ja ciebie też, Ezreal. - Szepnęła nieśmiało Lux.
-Tego się obawiałem… - Westchnął i puścił ją.
-Aż tak bardzo boisz się tych uczuć? - Zapytała cicho, nie mogąc zrozumieć słów przyjaciela. - Co jest ze mną nie tak? Czy czegoś mi brak? Jestem za brzydka lub nieodpowiednia?
-Jesteś piękna i niczego ci nie brakuje… To dla mnie trudne. - Odwrócił wzrok i potarł twarz dłońmi. - Jesteś najwspanialszą kobietą jaką miałem okazję spotkać. Tylko…
-Tylko co? - Zapytała już śmielej. - Masz już kogoś kogo kochasz?
-To nie tak. - Spojrzał na nią smutnym wzrokiem. - Ja…
-Prześpij się ze mną.
Ezreal zmarszczył brwi. Nie mógł uwierzyć, że Lux to powiedziała. Nie podejrzewał przyjaciółki o taką śmiałość. Nie sądził, że jest w stanie o coś takiego poprosić. Pogubił się. Kochał Lux, ale na pewno nie w taki sam sposób jak ona jego.
-Dobrze.
Nie wiedział dlaczego to powiedział, ale na miał tego żałować. Po tej rozmowie zabrał Lux do siebie i bez zbędnych ceregieli wylądowali w łóżku. Ezreal powoli, bez ociągania rozebrał dziewczynę i zdjął własną koszulę. Widząc nagie ciało przyjaciółki oraz jej rozanielony wzrok, poczuł się paskudnie. Zrobił to jednak, dając Lux szczęście i spełnienie. Po wszystkim usiadł przy oknie i zapalił. Gapił się pustym wzrokiem w przestrzeń. Poczuł ciepłe dłonie przyjaciół obejmujące go od tyło. Lux oplotła jego szyję i oparła głowę na ramieniu. Nie odzywali się i trwali w takiej pozie dopóki Ezreal nie skończył palić. Po tym ubrał się i wyszedł, zostawiając Lux samą. Swoje kroki skierował do samotni w głębi lasu. Spędził tam kilka długich godzin w objęciach smutku i żalu.
Lux w tym czasie zastanawiała się co dalej. Nie sądziła, że Ezreal weźmie ją w swe objęcia. Czuła się z nim wspaniale. Te silne i ciepłe dłonie, pieszczące jej ciało, czułe pocałunki składane na piersiach i gorący oddech owiewający skórę. Kochała go całym sercem od dnia kiedy się poznali. Przez ponad dziesięć lat darzyła go nieodwzajemnionym uczuciem, które paliło ją żywym ogniem. To co się wydarzyło między nimi tylko utwierdziło ją w miłości do Ezreala. Przeczuwała jednak, że chłopak nigdy nie będzie w stanie odwzajemnić jej uczuć. To tylko mocniej ją martwiło. Chciała, aby był jej partnerem, ale nie chciała stracić przyjaciela z dzieciństwa.
Nagle do drzwi mieszkania ktoś zadzwonił. Lux założyła na siebie koszulę Ezreala i otworzyła. Przed nią stał wysoki mężczyzna o długich brązowych włosach i przenikliwym, błękitnym spojrzeniu. Wydawał się być mocno zaskoczony na widok półnagiej dziewczyny, ale tylko przez ułamek sekundy. Zaraz na jego ustach pojawił się przyjacielski uśmiech.
-Witaj. - Niski i głęboki głos urzekł Lux. - Czy tu mieszka Ezreal?
-Owszem. - Powiedziała spokojnie i lekko się uśmiechnęła. - Wyszedł. Mogę w czymś pomóc?
-Przyniosłem jego paczkę. - Podał szare pudło dziewczynie. - Przez pomyłkę dostarczono ją do mnie.
-Rozumiem. Jak tylko wróci to mu ją oddam. - Lux odłożyła paczkę na komodę w korytarzu. - Mam coś przekazać?
-Tak… Proszę mu powiedzieć, że Taric zaprasza na kawę. - Powiedział spokojnie. - Mieszkam w pięć b piętro wyżej. Do widzenia.
Lux zamknęła drzwi i spojrzała na paczkę. Wydawało jej się dziwne, że nie ma adresu, jest otwarta i jest na niej napisane „od Tarica”. Z ciekawości chciała zajrzeć do środka, ale przeszkodził jej powrót przyjaciela. Spojrzał na nią zmęczonym wzrokiem. Kiedy jego wzrok padł na paczkę zmarszczył brwi.
-Dlaczego zaglądasz do moich rzeczy? - Zapytał z pretensją.
-Nie denerwuj się. - Odparła spokojnie i zabrała rękę. - Ciekawość.
-Jest pierwszym stopniem do piekła. - Zabrał paczkę i wszedł do środka. - Możesz tu nocować. Jest późno. Ja prześpię się na kanapie.
Po tym nie odezwał się już słowem. Jak powiedział tak zrobił. Noc spędził sam w salonie, myśląc co zrobić. Musiał powiedzieć Lux, że nic z tego nie będzie. Od samego początku przeczuwał jak to się skończy. On będzie żył w poczuciu winy i żalu, a ona tylko utwierdzi się w uczuciach. Miało być już tylko gorzej, ponieważ pojawił się Taric.
Ezreal usiadł i zapalił. Papieros pomagały mu zebrać myśli i tak było już od gimnazjum. To właśnie cztery lata temu Taric pojawił się w jego życiu. Wywrócił je o sto osiemdziesiąt stopni, a po roku zniknął. Dla mężczyzny może i były to tylko dwa lata, ale dla Ezreala już nie. Były to lata wypełnione bólem, cierpieniem, samotnością i płaczem. Tylko Lux pocieszała go i starała się, aby nie zostawał sam. Szczególnie po próbie samobójczej. W ostatniej klasie liceum podciął sobie żyły i czekał na powolną śmierć. Niestety, lub na szczęście, jego sąsiadka przyniosła mu ciasto. Przez fakt, że nie zamknął drzwi wejściowych kobieta znalazła go ledwo żywego na podłodze w kuchni. W szpitalu z trudem odratowali jego życie. Po tym incydencie Lux starała się nie opuszczać przyjaciela. Dzięki niej jakoś zapomniał.
Niestety paczka przypomniała mu o wszystkim. Ich wspólne zdjęcia, pamiątki z wakacji oraz prezenty jakich nigdy nie dostał. Siedział z tym do rana. Zastanawiał się czy nie iść do Tarica i nie wytknąć mu wszystkich żali jakie w sobie dusił. Koło siódmej zdecydował się na konfrontację z byłym nauczycielem. Wstał i z paczką w dłoniach poszedł na górę. Mocno wcisnął dzwonek i czekał na odpowiedź. W końcu drzwi się otworzyły, a półnagi Taric stanął w nich z niezadowoloną miną. Nagle słowa uwięzły w gardle Ezreala. Patrzył na mężczyznę i całe dwa lata przemknęły mu przed oczami.
-Wejdź.
Wystarczyło tylko jedno słowo, aby blondyn posłusznie jak baranek wszedł do mieszkania. Taric położył dłoń na jego ramieniu. Po ciele Ezreala rozlała się przyjemna fala, której nie poczuł przy Lux. Wziął głęboki oddech, a paczka wysunęła mu się z rąk i upadła z cichym plaskiem na podłogę. Ezreal nawet nie wiedział kiedy Taric zamknął go w swoich ciepłych i silnych ramionach. Po policzkach nastolatka popłynęły słone łzy.
-Już nigdy cię nie opuszczę. - Szepnął do ucha cha chłopaka. - Obiecuję.
-Jeżeli znów znikniesz to wyrwę ci serce i zamknę je w słoju. - Wychlipał cicho Ezreal.
Obudził się późnym popołudniem w objęciach Tarica. Spało mu się najlepiej od dwóch lat. Nie dręczyły go koszmary, a sen miał spokojny. Wstał i po cichu wszedł z sypialni. Stanął w drzwiach balkonu i zapalił. Mimo iż nie powiedział tego, co chciał to czuł się wspaniale. Stare dni wróciły do niego miłą falą. Niestety nic nie mogło trwać wiecznie. Przez swoje własne szczęście nie zauważył, że w mieszkaniu ktoś jest. Osoba ta szła po cichu za nim do sypialni.
Ezreal usiadł na skraju łóżka i pogłaskał czule policzek Tarica. Uśmiechnął się do siebie, ponieważ zawsze lubił patrzeć na śpiącą twarz mężczyzny. Zaczął kręcić jego włosy na palec i spojrzał w okno. W końcu i brunet się obudził. Spoglądał na chłopaka z dołu i lekko się uśmiechał. Kiedy Ezreal nachylił się nad twarzą Tarica ktoś im przeszkodził.
-A więc to jednak jest tak jak mówiłam. - Powiedziała beznamiętnym głosem Lux.
-Co ty tu robisz? - Zapytał Ezreal i odskoczył od nauczyciela. - Jak tu weszłaś?
-Drzwi były uchylone. - Odparła spokojnie. - Podejrzewałam, że tu jesteś.
-To nie tak. - Westchnął blondyn i potarł skronie palcami.
-Więc to wytłumacz.
-On... On jest tylko moim nauczycielem. - Szepnął zrezygnowany.
-A więc sypiasz ze wszystkimi swoimi nauczycielami? - W głosie Lux brzmiała gorycz i ironia. - A może jesteś dziwką?
-Lux! Zapędzasz się! - Krzyknął zły Ezreal.
-A nie jest tak? - Zakpiła. - Najpierw pieprzysz mnie, a potem lecisz do jakiegoś starego fagasa.
-Wypraszam sobie. - Odezwał się wreszcie Taric. Podniósł się z łóżka i przyjrzał się dziewczynie. - Swoją drogą to kim ty u licha jesteś?
-Przyjaciółką ślepo zakochaną w pedale. - Warknęła i spojrzała na Ezreala. - Byłam głupia. Opiekowałam się tobą i dawałam ci to czego potrzebowałeś. A ty? Ty odpłacasz mi się sypiając z jakimś kolesiem, który pojawił się znikąd?
-Nie spałem z nim i z łaski swojej wysłuchaj mnie zanim coś powiesz. - Powiedział ciężkim głosem Ezreal. - On jest moim nauczycielem i mężczyzną, któremu zawdzięczam najpiękniejsze lata mojego nędznego życia. Tylko on potrafił wywołać uśmiech i dodać otuchy!
-Czyli co? - Zapytała skołowana. - Ja byłam ci niepotrzebna i bawiłeś się mną, wiedząc co czuję?
-Możesz tak to nazwać, ale naprawdę kochałem cię jako przyjaciółkę. A on jest...
Nie dokończył, ponieważ Lux uderzyła go mocno w twarz i wybiegła z mieszkania. Usłyszeli tylko trzaśnięcie drzwiami. Dziewczyna zaraz po wyjściu osunęła się na kolana i zaczęła płakać, a wręcz zanosić się płaczem. Nie mogła uwierzyć, że jej szczęście mogło rozsypać się w jednej chwili. Ból w sercu urósł do poziomu maksymalnego, aż wreszcie pękło. Gdyby dało się to usłyszeć, to trzask złamania ogłuszyłby cały świat. To był koniec tej tak zwanej „przyjaźni”...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz